Podcast Charyzmatyczny – Jak wziąć odpowiedzialność za swoje życie i iść po swoje? Motywacja do zmian

Widzę to coraz częściej: mnóstwo ludzi chodzi od webinaru do webinaru, ogląda kolejne materiały, słucha ekspertów, pół ekspertów, ćwierć ekspertów i „jedną setną” ekspertów. Na chwilę pojawia się ekscytacja, a potem… jeszcze większe zagubienie. Bo im więcej informacji, tym trudniej zdecydować, co jest prawdziwe, co działa, komu wierzyć i w którą stronę w ogóle iść.

Dla mnie sedno jest prostsze, niż większości się wydaje. W pewnym momencie trzeba zadać sobie pytanie, którego większość ludzi unika: kim chcę być jeszcze w życiu? Jakim człowiekiem chcę być za 10 lat? Jak mam wyglądać? Jak ma wyglądać moje zdrowie, moje konto, moje relacje, moje doświadczenia? I co muszę wiedzieć oraz umieć, żeby do tego dojść?

Jeżeli nie zaczniesz dzisiaj spełniać marzeń – nawet tych małych – bardzo łatwo zrobisz nawyk z niespełniania marzeń. A potem budzisz się z poczuciem, że życie „jakoś” minęło. Tyle że „jakoś” to bardzo podstępna pułapka.

Praca

Nie chcę wracać do żadnego etapu życia

Byłem kiedyś na kampie w głuszy. Ognisko, gitara, sympatycznie. Ktoś zaśpiewał „Wehikuł czasu” i padło to klasyczne: „kiedyś było lepiej”. Wtedy spojrzałem na Magdę i zapytałem: czy jest taki czas, do którego chciałabyś wrócić? Nie. Ja też nie.

Przeskanowałem w głowie wszystkie okresy mojego życia i nie znalazłem takiego, do którego chciałbym wracać. Każdy był lekcją. Ale ja dzisiaj czuję się spełniony i jednocześnie chcę, żeby moje życie było jeszcze lepsze. Nie rewolucją. Ewolucją. Rozwojem. Stawaniem się lepszą wersją siebie.

Emerytura jako mentalny „początek końca”

Jestem przeciwnikiem emerytury w tym sensie, że bardzo często działa jak punkt zwrotny w głowie: „to już początek końca”. Widzę u wielu ludzi, że po przejściu na emeryturę zaczynają się lekarze, choroby, skupienie na tym, co nie działa. Nie u wszystkich, ale u wielu.

Ja kończę 63 lata. Nie wybieram się na żadną emeryturę. Mam więcej planów i marzeń niż 10 czy 15 lat temu. I nie wyobrażam sobie, że miałbym ten czas spędzić z marną emeryturą przed telewizorem albo przy piwie z narzekaniem na polityków.

Moje przebudzenie: od kopania rowów do decyzji, że nie zmarnuję życia

Jestem przedsiębiorcą od ponad 30 lat, ale wcześniej różnie bywało. Wyjechałem na emigrację w 1988 roku, jeszcze w czasach PRL. Bez doświadczenia, bez języka. Jedyne, co mogłem robić, to kopać rowy. I kopałem je przez wiele miesięcy.

Moje poczucie własnej wartości było wtedy bardzo niskie. Poszedłem do pracy fizycznej w firmie, bo nawet nie próbowałem szukać czegoś ambitniejszego. Dopiero w pewnym momencie dotarło do mnie, że jeśli tak ma wyglądać moje życie dalej, to ja je sobie zmarnuję.

To był moment, w którym zrozumiałem coś jeszcze: byłem biedny. I nie chciałem żyć od pierwszego do pierwszego. Nie na granicy socjalu, ale w schemacie, w którym pensja pokrywa tylko wydatki i utrzymanie. Powiedziałem sobie: ja tak nie chcę żyć. Nie mogę.

Najważniejsze wnioski

  • Nie chcę żyć przeszłością. Chcę żyć w przekonaniu, że najlepsze jest przede mną.
  • Praca ma być częścią sensownego życia, a nie poczekalnią do „weekendu” lub emerytury.
  • Przełom zaczyna się od pytania: czy ja naprawdę chcę tak żyć dalej?

Finanse

Pieniądze szczęścia nie dają… ale tylko małe

Ja zawsze mówię: pieniądze szczęścia nie dają, ale tylko małe. Bo kiedy żyjesz od pierwszego do pierwszego, wiesz, że ten schemat będzie się powtarzał. I to jest pułapka.

Wylicz, ile chcesz zarabiać. Nie strzelaj z sufitu

Pierwszy krok, który wtedy zrobiłem, był paradoksalny: określiłem, ile muszę zarabiać, żeby zacząć godnie żyć. Wiem, że słowo „muszę” budzi opór. I słusznie – jeśli to jest „muszę” zewnętrzne, narzucone, to człowiek czuje presję. Ale jeśli ja czegoś chcę, to w praktyce muszę wykonać pewne kroki. Warunek jest warunkiem.

Ja nie wziąłem kwoty z czapy. Policzyłem: jak chcę mieszkać, jakim chcę jeździć samochodem, czy chcę chodzić do restauracji, na jakie wakacje chcę jeździć. Wyszło mi około 10 000 marek miesięcznie. Zapisałem to. I ta liczba stała się dla mnie magnesem.

Potrzebowałem 27 miesięcy, żeby to osiągnąć. Pamiętam pierwszy czek na 12 tysięcy marek. To było skokowe. Ale najważniejsze było to, że moja podświadomość miała odpowiedź na pytanie „dlaczego tyle”.

Dlatego nie działa podejście: „chciałbym 50 tysięcy, bo to byłaby niezła jazda”. To nie jest powód. To jest hasło. A ja potrzebuję konkretu i sensu.

Nie idź drogą „więcej pracy”, jeśli zabija cię to od środka

Moje pierwsze kroki w stronę większych pieniędzy były szalone: zacząłem pracować w weekendy, roznosiłem gazety, łapałem dziwne roboty. Zarabiałem trochę więcej, ale czułem się gorzej. Nie miałem czasu dla siebie, byłem przemęczony, bez radości.

I wtedy pojawiło się u mnie ważne pytanie: musi być jakaś tajemnica tego, że zarabia się więcej nie kosztem czasu i siebie.

Moment graniczny: ekologiczna karma dla psów i puszka, którą masz spróbować

Chodziłem na spotkania typu „chcesz więcej zarabiać”. Trafiłem nawet na pomysł, że mamy chodzić po domach i sprzedawać ekologiczne żarcie dla psów. Świetnie płacili. Naprawdę. Ale kiedy ktoś powiedział, że trzeba otworzyć puszkę, spróbować i udowodnić klientowi, że to jest eko i dobre… ja powiedziałem: nie.

To jest ten moment, w którym człowiek powinien się zatrzymać i zadać sobie pytanie: kim ja chcę być? Jakim człowiekiem chcę być za 10 lat? I czy to, co robię dzisiaj, mnie do tego przybliża?

Moje przełomowe „muszę”: grupa 5%

Pewnego dnia znajomy zaprosił mnie na spotkanie w hotelu. Usłyszałem tam statystykę, która mnie wstrząsnęła: z 500 osób zaczynających karierę w wieku 25 lat, po 40 latach jeden będzie bardzo bogaty, 24 będą się mieli dobrze, 170 umrze, a reszta będzie skazana na wegetację, pracę albo pomoc innych.

Szybko policzyłem: ja nie chcę się zaliczać do tych, którzy będą zdani na łaskę innych. Powiedziałem sobie: muszę być w tych 5%. I zapisałem kolejne marzenie: osiągnąć finansową niezależność.

Najważniejsze wnioski

  • Kwoty finansowe muszą wynikać z tego, jak chcesz żyć, a nie z fantazji „bo to brzmi dobrze”.
  • Praca więcej i ciężej może dać pieniądze, ale zabrać radość oraz poczucie wartości.
  • „Muszę” bywa zdrowe, jeśli wynika z „chcę” i prowadzi do konkretnego celu.

PRO

Planowanie jest wszystkim, plan jest niczym

Większość ludzi nie lubi planować, bo „plany i tak nie wypalają”. I właśnie o to chodzi: plan nie jest po to, żeby go realizować 1:1. Plan ma cię ruszyć z miejsca. To jest ta myśl, która do mnie mocno trafia: planowanie jest wszystkim, a plan jest niczym.

Gdy planujesz, to ruszasz. A kiedy ruszasz, po drodze pojawiają się okoliczności, które zmieniają trasę. Czasem będzie skrót, czasem przeszkoda. Ale nie stoisz w miejscu.

Kompetencja naszych czasów: wybór wiedzy

Kiedyś mówiło się, że brak wiedzy jest przyczyną problemów ludzkości. Dzisiaj to nieprawda. Dzisiaj mamy ocean wiedzy. Problemem jest to, który kubek z tego oceanu wpuścić do głowy.

Właśnie dlatego ludzie, którzy biegają od webinaru do webinaru, często są bardziej zagubieni niż wcześniej. Kiedy jeden mówi tak, drugi mówi inaczej, a trzeci jeszcze inaczej – człowiek w końcu robi… nic. Stoi. I rośnie w nim niepewność.

Jak wybieram mentora

Ja mam prostą metodę. Jeśli ktoś doradza mi w zdrowiu, chcę wiedzieć, czy jest zdrowy. Jeśli w finansach, chcę wiedzieć, czy jest zamożny. Jeśli w pracy i karierze, chcę widzieć, że kocha to, co robi i że jest dowodem na skuteczność swoich słów.

Wiarygodność jest dla mnie kluczowa. A potem wchodzi drugi element: kiedy wybiorę, to robię. Nie zbieram kolejnych teorii. Wprowadzam i sprawdzam efekty.

Nie uczymy się na cudzych błędach tak łatwo, jak lubimy o sobie myśleć

Uważam, że trzeba być naprawdę dojrzałym człowiekiem, żeby uczyć się na cudzych błędach. Często dopiero kiedy życie przyłoży, człowiek zaczyna rozumieć. Ja dostałem swoją lekcję bardzo mocno.

Najważniejsze wnioski

  • Planowanie ma ruszać człowieka do przodu, nawet jeśli plan zmieni się po drodze.
  • Dzisiaj kluczową kompetencją jest selekcja informacji i wybór wiarygodnych źródeł.
  • Jeśli wybieram, to wdrażam. Weryfikacja następuje w praktyce.

Czas dla siebie

Gdy goniłem za pieniędzmi, straciłem czas i radość

Najbardziej odczułem to wtedy, kiedy zacząłem dorabiać w weekendy. Miałem trochę więcej pieniędzy, ale byłem bardziej nieszczęśliwy. Nie miałem czasu dla siebie, byłem przemęczony, bez oddechu.

To mnie nauczyło, że jeśli rozwój ma mieć sens, to nie może polegać na tym, że człowiek się eksploatuje i z tej eksploatacji robi styl życia.

Klub 5:55 i prosta prawda o wstawaniu

Dotarło do mnie, że jedynym problemem we wczesnym wstawaniu jest samo wstawanie. Muszę dojść do łazienki, puścić zimną wodę, przemyć twarz – i już mi się nie chce wracać do łóżka.

Druga rzecz: trzeba chodzić spać o odpowiedniej porze. Dla mnie 22:00 to absolutny deadline. I jeszcze jedno: drzemki rozwalają system.

Ja zdeklarowałem to publicznie. Najpierw było 30 dni, potem 555 dni. Na koniec wyzwania 555 dni powiedziałem, że przedłużę Klub o tyle dni, ile osób będzie na żywo w ostatni dzień. Było 6600 osób o 5:55 rano. I to dało lata konsekwencji. To zobowiązanie publiczne dla mnie działa.

Najważniejsze wnioski

  • Więcej pracy nie zawsze znaczy lepiej. Czas dla siebie jest niezbędny, jeśli chcesz żyć sensownie.
  • Wstawanie jest proste, ale wymaga decyzji, rytmu snu i dyscypliny.
  • Publiczne zobowiązanie potrafi zbudować konsekwencję na lata.

Relacje

Kiedy upadłem, zostałem sam

Po drodze była też upadłość. To było absolutnie koszmarne doświadczenie. Najgorsze z możliwych. Pamiętam chłodny sierpniowy dzień 1997 roku, siedziałem sam w domu i płakałem. Byłem opuszczony przez przyjaciół. Nie miałem pieniędzy, firmy, pracowników. Miałem jeden samochód, który jakimś cudem udało mi się zachować. Byłem na dnie.

Dzisiaj jestem za to wdzięczny, bo z perspektywy wiem, że gdyby nie tamto wydarzenie, prawdopodobnie nie byłbym w miejscu, w którym jestem. Ale wtedy to nie była żadna „lekcja z uśmiechem”. To był ból.

Jedno zdanie, które uruchomiło nowy kierunek

W tamtym czasie jeden przyjaciel – jedyny, który mi został – powiedział: „Masz talent do przemawiania. Powinieneś to wykorzystać”. Wtedy nie zwróciłem na to uwagi.

Później pojechałem na szkolenie do holenderskiego motywatora, zobaczyłem, jak pracuje z ludźmi, jak panuje nad tłumem. I w mojej głowie zapaliło się światło: ja chcę to robić.

„Jeśli to jest w tobie, dasz sobie radę sam”

Poszedłem do niego po szkoleniu i poprosiłem o szansę. Chciałem być darmowym asystentem, nosić walizki, robić najgorsze rzeczy – byle się uczyć. On odmówił. I powiedział zdanie, które pamiętam do dziś: „Jeżeli to jest w tobie, to dasz sobie radę sam. Jeżeli tego nie ma w tobie, będziesz się u mnie uczył, a potem zwalisz na mnie odpowiedzialność, że ci nie wyszło.”

Wtedy byłem wściekły. Dzisiaj wiem, że to była najlepsza rzecz, jaką mógł dla mnie zrobić. Rzuciłem się w wir działania. Pierwsze wystąpienia były koszmarne. Ale z czasem byłem coraz lepszy. W 2001 roku zadzwoniłem do niego i pojechałem do Holandii. Byłem w miejscu, do którego chciałem dojść. Może jeszcze nie na miarę dzisiejszego życia, ale zrobiłem to sam. I to daje ogromną satysfakcję.

Najważniejsze wnioski

  • Kryzys potrafi brutalnie przetestować relacje, ale też odsłonić to, co prawdziwe.
  • Jedno zdanie od właściwej osoby może stać się początkiem nowej drogi.
  • Odpowiedzialność za marzenia zostaje po mojej stronie – i to jest wyzwalające.

Zdrowie

Chcę żyć długo i zdrowo

Zajmuję się mocno tematem długowieczności. Wiem, że nie będę żył wiecznie, ale chcę dożyć jak najdłużej w zdrowiu. Chcę złamać stereotyp starości jako bólu, niedołęstwa i chodzenia po lekarzach. Starość nie musi taka być. Może być pogodna i szczęśliwa do ostatniego tchu.

Co według mnie decyduje o jakości życia i długowieczności

Jest kilka elementów, które uważam za kluczowe:

  • Regularny wysiłek – jesteśmy stworzeni do pracy fizycznej.
  • Odpowiednia dieta – i nie mówię tu o płatkach na śniadanie jako rozwiązaniu.
  • Sen minimum 7 godzin – widzę wokół masę „zombie”, ludzi niewyspanych i rozregulowanych.
  • Suplementacja – bo żywność często nie zawiera tego, co powinna, a my jemy więcej i tyjemy.
  • Radość życia – były badania, z których wynika, że radość życia ma ogromne znaczenie dla jakości zdrowia i długowieczności.

Sukces i szczęście to nie to samo

Jest definicja, która do mnie trafiła: sukces to osiąganie tego, co chcemy osiągnąć, a szczęście to radość z tego, że się to osiągnęło. To jest sztuka docenienia i wdzięczności.

Ja o sobie mówię tak: jestem szczęśliwy i ciągle niezadowolony. Jestem wdzięczny za to, co mam, ale jednocześnie idę po kolejne rzeczy.

Trzy kroki, które tworzą wszystko

Wszystko, co materialnie istnieje, powstaje według prostego schematu:

  1. Decyzja
  2. Plan
  3. Realizacja

Jeśli uzależniasz spełnienie marzenia od tego, czy ci się chce, jesteś skazany na porażkę. Jeśli chcesz wejść na Kilimandżaro – musisz zrobić pewne rzeczy. Jeśli chcesz mieć zdrowie – musisz robić pewne rzeczy, a pewnych nie wolno ci robić. Koniec.

Sprawczość buduję od małych marzeń

Zachęcam do zapisywania marzeń: co chcę przeżyć, czego chcę doświadczyć, kim chcę być. Ale sprawczości nie buduje się wielkimi hasłami. Sprawczość buduje się realizacją małych marzeń.

Masz listę marzeń. I pewnego dnia mówisz: zamiast siedzieć w domu i oglądać telewizję, spełnię coś prostego. Pojadę nad morze na wschód słońca. Decyzja. Plan. Realizacja. A potem mówisz sobie: chciałem i zrobiłem. To jest paliwo.

Najgroźniejsza postawa: „ja jeszcze mam czas”

Wielu ludzi mówi: jutro zacznę. Jeszcze mam czas. Najpierw dzieci, dom, praca. A potem przychodzą problemy, które tylko to pogłębiają. I nagle pojawia się choroba, a wtedy człowiek chce zmieniać wszystko od razu – bo już się utożsamił z konsekwencją.

Jeśli chcesz rzucić palenie, to rzucasz teraz. Jeżeli chcesz zacząć spełniać marzenia, to zaczynasz teraz. Bo inaczej budujesz nawyk odkładania i niespełniania.

Najważniejsze wnioski

  • Zdrowie i długowieczność to nie abstrakcja, tylko efekt codziennych decyzji.
  • Radość życia i spełnianie marzeń nie są dodatkiem – wpływają na jakość życia.
  • „Jutro” jest najczęściej mechanizmem obronnym. „Teraz” jest jedynym realnym początkiem.

Zabierz to ze sobą

Nie chcę, żeby moje życie składało się z tysięcy identycznych dni. Jest obraz, który do mnie mocno przemówił: kiedy odejdę z tego świata, stanę się kustoszem muzeum swojego życia, w którym każdy dzień jest eksponatem. I teraz pytanie brzmi: co pokażę ludziom? Ile z tych eksponatów będzie takich samych?

Ja wolę ponieść ryzyko, że coś nie wyjdzie, niż kiedyś żałować, że nie spróbowałem. Chcę dojść do momentu, w którym mogę powiedzieć: zrobiłem to po swojemu. Poniosłem konsekwencje. Ale to było moje.

I to jest moja zachęta: rób życie tak, jak chcesz, żeby było, a nie tak, jak mówią inni. Zacznij od małych marzeń. Zapisz je. Podejmij decyzję. Zrób plan. Wykonaj. I nie pozwól, żeby niespełnianie stało się twoim nawykiem.

Udostępnij:

Facebook
Twitter
LinkedIn
Email

Info o autorze

Fryderyk Karzełek

Fryderyk Karzełek

Ekspert, mentor i doświadczony szkoleniowiec z dziedziny rozwoju osobistego, sprzedaży naturalnej i finansów. Autor wielu książek. Każdego poranka o godzinie 5:55, w Klubie 555, budzi kilka tysięcy osób, które chcą pozytywnie rozpocząć dzień i wdrożyć w swoje życie 13 nawyków ludzi sukcesu, zachować balans w Heksagonie Szczęścia i stworzyć ze swojego życia prawdziwe Arcydzieło.