zurnalista.pl – Fryderyk Karzełek. 63-letni nastolatek, jak zachować młodość?

W moim życiu są trzy wartości, które stawiam w tej kolejności: miłość, pokój na ziemi i wolność. Tak to czuję. I nie mówię tego po to, żeby brzmiało to wzniośle. Mówię, bo dokładnie te trzy rzeczy ustawiają mi codzienne decyzje, mój sposób patrzenia na ludzi, na pracę, na pieniądze, na relacje i na to, jak chcę przeżyć kolejne lata.

Miłość nie jest dla mnie tylko romantycznym hasłem. Z czasem zobaczyłem, że miłość ma różne oblicza i że dojrzewa. U mnie ewoluowała w coś bardzo konkretnego: w życzliwość do wszystkiego, co jest. Dzisiaj naprawdę mogę powiedzieć, że jestem zakochany w życiu. I mam swoje ulubione zdanie, które powtarzam, bo ono mnie niesie: życie jest absolutnie fenomenem. Kocham życie.

Chcę teraz opowiedzieć o tym, jak ja to układam. Jak doszedłem do Heksagonu szczęścia i dlaczego uważam, że bez niego człowiek prędzej czy później płaci wysoką cenę. Przejdę przez wszystkie obszary w stałej kolejności: praca, finanse, PRO, czas dla siebie, relacje, zdrowie.

Praca: tu nie ma kompromisu

Jeżeli miałbym powiedzieć jedną rzecz, której jestem pewien, to brzmiałaby tak: praca ma znaczenie i w tym obszarze nie ma kompromisu. Nie chodzi o to, żeby każdy miał idealny zawód od razu. Chodzi o to, żeby człowiek nie wchodził w układ, w którym latami udaje, że wszystko jest w porządku.

Widziałem wielu ludzi, którzy mają czterdzieści, czterdzieści pięć lat, praca ich już kompletnie nie satysfakcjonuje, a oni mówią: „do emerytury jakoś wytrzymam”. Dla mnie to jest fatalna decyzja. I często odbija się na całej reszcie życia.

Co mi pokazała praca poniżej ambicji

Ja sam miałem okres, kiedy byłem w okolicznościach grubo poniżej moich ambicji. Pracowałem fizycznie: kopałem rowy, pracowałem w fabryce. Byłem wtedy zajęty przede wszystkim rozwiązywaniem problemu, który brzmiał prosto: zarobić, przeżyć, utrzymać dom.

To był też czas, w którym zaczynałem się godzić z myślą, że „jak już to zacząłem, to pewnie tu zostanę”. I to było szalenie trudne do zaakceptowania. Wtedy widziałem też wielu ludzi z ogromnym potencjałem intelektualnym w podobnej sytuacji. Ja nie mówię tego z pozycji kogoś, kto patrzy z góry. Ja to przeżyłem.

Najgorsza wersja mnie w pracy

Był też moment, którego nie wspominam dobrze. Po ogłoszeniu upadłości musiałem zarabiać na życie i wtedy sprzedawałem w sposób manipulacyjny. Uwielbiam sprzedaż, uważam, że jestem rewelacyjnym sprzedawcą, i uważam też, że sprzedaż jest jedną z najbardziej ekscytujących czynności, które można robić w ubraniu. Tylko że tamten etap był inny: wciskałem ludziom produkty, bo musiałem utrzymać rodzinę i siebie. To nie trwało latami, ale to był czas, w którym nie byłem z siebie dumny.

Najważniejsze wnioski

  • Praca wpływa na cały Heksagon i jeżeli człowiek udaje, że jest z nią okej, to prędzej czy później zapłaci cenę w innych obszarach.
  • Okres pracy poniżej ambicji potrafi złamać stereotypy i zmusić do zadania pytania: co naprawdę daje mi szczęście?
  • Nawet coś, co kocham robić, może stać się toksyczne, jeżeli robię to w złym stanie i złym celu.

Finanse: pieniądze są genialnym wynalazkiem

Jestem wielkim wrogiem osądzania pieniędzy. Nie lubię, kiedy nadaje się im osobowość i mówi, że są źródłem wszelkiego zła. Dla mnie pieniądze są jednym z najlepszych wynalazków ludzkości.

Pieniądze są nośnikiem wartości nominalnej: masz banknot, jest na nim napisane 100 i to jest 100. Ale są też nośnikiem wartości moralnych w innym sensie: przejmują wartość człowieka, który je posiada. Same w sobie nie mają wartości moralnej. To człowiek ją wnosi.

Czy pieniądze psują ludzi

Ja się z tym nie zgadzam. Pieniądze nie psują. One co najwyżej obnażają. Pokażą, jaki człowiek jest na danym etapie życia. Ja mówię to też wprost o sobie: w pierwszej fazie pieniądze pokazały, że byłem emocjonalnie niedojrzały. Dzisiaj pokazują mnie jako innego człowieka, bardziej dojrzałego i traktującego pieniądze z ogromnym szacunkiem.

Nie wierzę też w to, że pieniądze tracą znaczenie, kiedy jest ich dużo. Mogą stać się mniej absorbujące dla uwagi człowieka, który ma ich naprawdę dużo, ale to nie znaczy, że tracą sens. One po prostu przestają być codziennym lękiem.

O wstydzie i presji

Jest jedna rzecz, którą mówię bardzo jasno: pieniądze nie są powodem do tego, żeby odebrać sobie życie. Absolutnie nie. I wiem, że dla niektórych ludzi to zdanie bywa mocne, bo presja społeczna jest realna. I dotyczy szczególnie mężczyzn: „masz zarabiać, masz być silny, masz być męski”.

Dzisiaj męskość wygląda inaczej niż trzydzieści, czterdzieści lat temu. Wtedy kojarzyła się często z siłą, arogancją, bezwzględnością. Dzisiaj widzę coraz więcej wrażliwości u mężczyzn i uważam, że to jest właściwy kierunek.

Rozwiązanie problemu istnieje zawsze

Ja bardzo często cytuję zdanie, które kiedyś znalazłem w książce: rozwiązanie problemu istnieje zawsze, tylko nie zawsze od razu je widzimy. Wtedy to mnie postawiło na nogi. Bo jeżeli to jest prawda, to znaczy, że nie mam prawa usiąść i mówić: „już po mnie”. Mam zacząć robić ruchy. Nawet nie wiedząc, co przyniosą.

Ja w pewnym momencie zacząłem robić właśnie takie ruchy. Pojechałem na szkolenie do człowieka, który mnie oczarował tym, co robi. I odnalazłem to, czego szukałem.

Najważniejsze wnioski

  • Pieniądze nie są dobre ani złe. One obnażają człowieka i przejmują jego wartości.
  • Duże pieniądze są możliwe dla każdego, bo to zależy od tego, co robimy lub czego nie robimy, a nie tylko od talentów.
  • Rozwiązanie problemu istnieje zawsze, ale trzeba zacząć działać, zanim je zobaczymy.

PRO: permanentny rozwój osobisty jako przechodzenie kolejnych poziomów

Rozwój osobisty to jeden z tych obszarów, które ludzie najczęściej lekceważą, a potem dziwią się, że stoją w miejscu. Dla mnie PRO to nie jest moda. To jest konieczność, jeżeli człowiek chce iść do przodu.

Ja porównuję rozwój do gry platformowej. Zdobywasz kolejne etapy życia i dopiero kiedy odrobisz zadania na danym poziomie, wchodzisz wyżej. Wyżej nie ma mniej problemów. Są większe. Ale ty też jesteś silniejszy. I możesz przez życie przejść przez wszystkie etapy, osiągając to, co było dla ciebie możliwe do osiągnięcia.

Skąd wzięła się moja otwartość

Od dziecka byłem raczej otwarty na świat. Bardzo nie lubię niczego zakładać. Nie lubię osądzać. Daje mi to możliwość ciągłego rozwoju, bo nie usztywniam się w poglądach tak, jak wielu ludzi, którzy w pewnym wieku już się nie zmieniają w ogóle.

Może to wynikało także z mojego domu. Mama dawała mi dużo swobody. Ufała mi, że sobie poradzę. Dzisiaj z perspektywy widzę, że to było coś najlepszego, co mogła zrobić. Nie wtrącała mi się w życie.

Książki i dzieciństwo

Do siódmego roku życia nie miałem żadnych kolegów. Mieszkaliśmy daleko, a mama bała się, że ojciec mnie porwie, bo raz to się wydarzyło. Wychowywałem się sam i bardzo wcześnie zaprzyjaźniłem się z książkami. To była moja pasja. Pamiętam nawet zapach nowych książek, kiedy mogłem otwierać paczki w bibliotece.

Czytałem wszystko, co było podróżnicze: Alfred Szklarski, Arkady Fiedler, książki o wyprawach, o północy. To mnie pasjonowało. Nie byłem nigdy najlepszy w klasie i nie miałem ambicji, żeby zawsze być najlepszym. Miałem przedmioty, które lubiłem i w nich byłem dobry. I takie, które mnie nie kręciły.

Nawyki i konsekwencja

Jestem zwolennikiem konsekwencji. Dla mnie konsekwentnie zrobione jest zawsze lepsze niż zrobione niekonsekwentnie. I jednocześnie mam świadomość, że my nigdy do końca nie wiemy, jakie konsekwencje przyniesie dana rzecz. To, co mi się nie podoba dzisiaj, nie musi być złe. Może się okazać, że za dwadzieścia lat to będzie najlepsze, co mogło mi się przydarzyć.

Ja to widzę na swoim przykładzie. Nie mam potrzeby wracać do żadnego momentu w przeszłości, nawet do roku, w którym mógłbym odwrócić upadłość. Z perspektywy ponad dwudziestu lat uważam, że to było najlepsze, co mogło mi się przydarzyć. Zabrało mi wymówki. I to jest coś, czego mi już nikt nie odbierze.

O internetowym świecie i ryzyku konsumpcji

Internet uczynił moje życie wygodniejszym. Pamiętam czasy, kiedy robiłem przelewy przez system, który był jakby przodkiem internetu, a potem wróciłem do Polski i musiałem wypełniać druczki w banku. To był koszmar. W tym sensie internet wniósł ogrom uproszczeń.

Ale widzę też zagrożenie: ludzie konsumują treści i nie przenoszą ich do życia. To dotyczy nawet książek rozwojowych. Ja uważam, że książki nie czyta się po to, żeby ją „zaliczyć”. Ja wolę przeczytać fragment i zastanowić się: co ja mogę z tego wziąć i zastosować.

W internecie jest podobnie. Ludzie przechodzą od webinaru do webinaru, od filmu do filmu, i w końcu ważne rzeczy stają się banałem. Mózg mówi: „ty już to wiesz”. Tylko że człowiek tego nigdy nie zrobił. Nie wypróbował. I potem mówi: „rozwój nic nie daje”. Daje bardzo dużo, pod warunkiem że zaczynasz to stosować.

Klub 555 i konsekwencja jako droga

W pewnym momencie postanowiłem zaistnieć w social mediach. Próbowałem różnych rzeczy przez siedem lat. A potem przyszedł ten moment, który był przełomem. Wystartowałem z projektem Klub 555. Zrobiłem live o 6:00 rano i przyszło kilkadziesiąt osób. I poczułem: wow.

Od ponad pięciu lat codziennie wstaję o 4:55, żeby o 5:55 transmitować. I dopiero teraz pojawia się większe zainteresowanie z zewnątrz. To mnie utwierdza w jednym: jeżeli robisz coś konsekwentnie, w końcu gdzieś to pęknie. Gdzieś się przełamie.

Ja też nie robię tego dlatego, że muszę finansowo. Ja robię to, bo mi naprawdę zależy na ludziach, którzy mnie słuchają. Są momenty, kiedy mam słabszy dzień i wiem, że to nie było takie, jak chciałem. Ale są też dni, kiedy czuję, że dotykam ludzi bardzo mocno. I wiem, że nie mogę odpuścić.

Najważniejsze wnioski

  • Rozwój osobisty działa tylko wtedy, kiedy przenoszę go do życia, a nie gdy konsumuję go jak serial.
  • Konsekwencja w działaniu w końcu przełamuje barierę, nawet jeśli długo nie widać efektu.
  • To, co dziś wygląda jak porażka, może okazać się najlepszą lekcją i odebrać mi wymówki.

Czas dla siebie: pokora, czujność i rozmowy z samym sobą

Czas dla siebie nie jest dla mnie luksusem. Jest warunkiem równowagi. I to nie zawsze oznacza wyjazdy czy wielkie przygody. Czasem to jest chwila, kiedy siedzę w fotelu i rozmawiam ze sobą. Tak, rozmawiam. Kiedy usiłuję siebie do czegoś przekonać. Czasami kiedy siebie samego ochrzaniam: „Fryderyk, weź się wreszcie ogarnij”.

Nie jestem surowy dla siebie, ale zdarza mi się złapać na tym, że nie robię czegoś, o czym wiem, że gdybym zaczął, to moje życie radykalnie by się poprawiło. Każdy ma takie rzeczy. Ja też.

O tym, co w życiu jest „właściwym kierunkiem”

Ja nie jestem zwolennikiem osądzania. Często nie wiemy, co jest dobre, a co złe, bo nie znamy konsekwencji. Jeżeli dzieje się coś, co mi się nie podoba w danym momencie, to wcale nie oznacza, że to jest złe. Po prostu jeszcze nie wiem, co mi to przyniesie.

To podejście daje mi też pokorę w kwestii kontroli. Kontroluję swoje życie w dużym stopniu, ale są obszary, których nie da się kontrolować. Na przykład obecność innych ludzi. Nie mogę nikogo do niczego zmusić.

Najważniejsze wnioski

  • Czas dla siebie to nie ucieczka, tylko sposób na utrzymanie równowagi i jasności w głowie.
  • Nie wszystko da się kontrolować, a próba pełnej kontroli potrafi odebrać pokorę i spokój.
  • Rozmowa z samym sobą bywa praktycznym narzędziem, kiedy wiem, że robię mniej, niż mogę.

Relacje: rozmowa, przytulenie i wspólne zasypianie

Relacje są jednym z filarów Heksagonu. Samotność nie jest dobrym pomysłem. Naprawdę można oszaleć. I dlatego relacje są konieczne, ale one też wymagają uważności.

Miłość mamy i miłość babci

Moja mama kochała mnie w sposób fenomenalny. Dawała mi dużo swobody i ufała mi, że sobie poradzę. Dzisiaj widzę, że to była miłość, która budowała we mnie wolność.

Babcia była zupełnie inna. To były lata 60. Wtedy często traktowało się dzieci w sposób, który dziś nazwalibyśmy przedmiotowym: dzieci i ryby głosu nie mają. A moja babcia przywiązywała ogromną wagę do tego, żeby mnie wysłuchać, żeby się mną zająć. Nie miała na to wiele czasu, ale dawała mi dużo opieki i zaangażowania. To była miłość bardziej opiekuńcza.

Przyjaciel i zaufanie

Słowo „przyjaciel” jest dziś nadużywane. Dla mnie przyjaciel to ktoś, z kim możesz się nie widzieć siedem lat, a kiedy się spotkacie, jest tak, jakbyście widzieli się wczoraj. I ja nie mam wielu takich przyjaciół.

Czy dbam o relacje? Nie tak, jak bym chciał. Praca robi swoje. Ale relacje są dwustronne: ja jestem odpowiedzialny, ale oczekuję też, że druga strona robi coś w tym kierunku.

W relacji kluczowe jest dla mnie to, że mogę z kimś spędzać dobrze czas, rozmawiać, być szczery, głośno myśleć. I że mogę mieć pewność, że to, co powiem, nie zostanie wykorzystane przeciwko mnie. To jest bardzo trudne do znalezienia.

Związek i czujność

Powiem rzecz, która może brzmieć dziwnie, ale ja uważam, że związki małżeńskie powinno się zawierać na czas określony, na przykład na dziesięć czy piętnaście lat. Bo wtedy ludzie byliby bardziej czujni. Zbliżałby się moment decyzji: odnawiamy ten związek czy nie. I bardziej zwracalibyśmy na siebie uwagę.

U mnie było tak, że na pewnym etapie związek stał się oczywisty i przestaliśmy o niego dbać. I pamiętam konkretną sytuację z czasów emigracji, kiedy wracałem zmęczony do domu, jadłem i włączałem telewizor. Moja żona powiedziała wtedy, że nie jestem tym gościem, w którym ona się zakochała.

Czy ja bym to zauważył sam? Nie wiem. Tam zadziałał czynnik zewnętrzny. Ja byłem zajęty zarabianiem pieniędzy i rozwiązywaniem problemów. Rutyna wydawała mi się normalna, bo widziałem, że wszyscy tak mają. To jest moment, w którym człowiek przestaje być uważny.

Trzy rzeczy, które są dla mnie fundamentalne w związku

  • Rozmowa, szczególnie rozmowa o przyszłości.
  • Przytulenie. Czasem zwykłe przytulenie wystarcza.
  • Wspólne kładzenie się spać.

O ludziach, którzy przychodzą do życia

To zabrzmi jak banał, ale ja to widzę wyraźnie: są ludzie, którzy przychodzą do naszego życia, żeby je upiększyć, i są tacy, którzy przychodzą, żeby je zepsuć. Tylko że ci drudzy często są nauczycielami. I jeśli człowiek ma świadomość tego mechanizmu, łatwiej mu nie nosić w sobie pretensji.

Pretensje są jedną z najgorszych emocji. To jest trucizna, którą sami siebie karmimy.

Najważniejsze wnioski

  • Relacje są konieczne, ale wymagają uważności i wzajemności.
  • Zaufanie jest fundamentem bliskości, a znalezienie osoby, która nie wykorzysta szczerości, jest rzadkie.
  • W związku liczy się codzienność: rozmowa, przytulenie i wspólne zasypianie.

Zdrowie: świadome testowanie, sen i najmniejsze ryzyko

Zdrowie jest obszarem, którego nie muszę specjalnie uzasadniać. Dopóki jest, człowiek je lekceważy. Kiedy zaczyna go brakować, wszystko inne traci kolor. Dlatego ja traktuję zdrowie bardzo poważnie.

Co robię na co dzień

  • Chodzę trzy razy w tygodniu na siłownię.
  • Bardzo mądrze podchodzę do odżywiania.
  • Śpię regularnie powyżej ośmiu godzin i przywiązuję do snu ogromną wagę.
  • Regularnie się badam.
  • Suplementuję się w sposób przemyślany i konsultuję to z osobami, które mają o tym coś do powiedzenia.
  • Stosuję intermittent fasting.
  • Codziennie rano biorę lodowaty prysznic.
  • Od ponad dwudziestu pięciu lat regularnie korzystam z sauny.

Jak podchodzę do jedzenia

Unikam wysoko przetworzonej żywności. Unikam cukru, słodyczy i tego wszystkiego, co jest najbardziej przetworzone. Kiedy idę do sklepu, zawsze mnie zaskakuje, ile tego jest. A ja mam w praktyce dwa, trzy, cztery miejsca, gdzie coś biorę do koszyka, bo wybieram produkty, które niosą ze sobą najmniejsze ryzyko, że mi zaszkodzą.

Kupuję też jedzenie w miejscach, gdzie mogę szukać produktów o mniejszym ryzyku. I uważam, że przetworzone jedzenie jest potwornie szkodliwe. Ludzie kiedyś jedli lepiej i jedli mniej. Dzisiaj jesteśmy przeżarci. I widać to po tym, ile jest sklepów spożywczych na każdym kroku, które po prostu funkcjonują.

Ja nie chcę nikogo osądzać. Ale uważam, że jeżeli ktoś ma nadwagę, to warto, żeby w pewnym momencie się zatrzymał i pomyślał, że to może skrócić życie i odbić się na zdrowiu. Ja komunikowałbym to tak: nikt cię za to nie zlinczuje, ale pomyśl, czy nie warto czegoś z tym zrobić.

Dlaczego nie wierzę w tezy „na wiarę”

Słucham lekarzy, słucham ludzi, którzy mają coś do powiedzenia na temat zdrowia, ale nie zakładam od razu, że mają rację. Ja testuję na sobie. Przykład? Przez lata powtarzano: jedz pięć posiłków dziennie. Ja to sprawdziłem i czułem się koszmarnie. Więc jem teraz jeden albo dwa posiłki dziennie i czuję się cudownie. Mam dużo więcej energii. Zazwyczaj do 12:00 nie jem.

Sauna, zimno i praca z ciałem

Od dawna korzystam z sauny: trzy wejścia po piętnaście minut, około sto stopni, potem lodowata woda. Robię to od ponad dwudziestu lat, bo sprawia mi to przyjemność. Dopiero później doczytałem, że taka zmiana temperatur jest świetna dla organizmu.

Lodowaty prysznic rano stosuję teraz nieprzerwanie od dwóch miesięcy. Mam prostą metodę: stoję pod ciepłą wodą i kiedy przekręcam gałkę, to wiem, że w tym momencie nie ma odwrotu. Trzy sekundy później leci lodowata woda. Spinam się, czekam i okazuje się, że nigdy nie jest tak źle, jak to sobie wcześniej wyobrażałem. U mnie to trwa około półtorej minuty.

Jak czytam i po co sięgam po psychologię

Czytam różne rzeczy, nie tylko „poważne”. Mam też swoje lżejsze lektury. A po psychologię sięgam z jednego powodu: jeżeli chcę dotknąć ludzi i przemawiać do serca, to czasem muszę poruszyć tematy, które są opisane trudnym językiem. Wiem też, że wielu ludzi nigdy nie przeczyta takiej książki. Więc ja chcę to przełożyć na język zrozumiały dla normalnego człowieka. Dlatego czytam, próbuję zrozumieć i potem ubrać to w proste słowa.

Najważniejsze wnioski

  • Dbam o zdrowie poprzez trening, sen, badania i świadome podejście do jedzenia.
  • Nie przyjmuję teorii „na wiarę” i sprawdzam na sobie, co działa.
  • Unikam przetworzonej żywności i wybieram rozwiązania o najmniejszym ryzyku, że mi zaszkodzą.

Co warto zapamiętać

Ja jestem zwolennikiem prostego sensu życia: być szczęśliwym. Są w życiu momenty, które nie zdarzają się często, ale dla nich warto żyć. Ten stan wdzięczności, kiedy człowiek czuje „chwilo trwaj”, nie bierze się z przypadku. Bardzo pomaga uświadamianie sobie, za co jestem wdzięczny.

Jestem wdzięczny choćby za to, że żyję w czasach, które uważam za fenomenalne. I wiem też jedno: jeżeli chcę, żeby moje życie szło w dobrym kierunku, muszę dbać o wszystkie obszary Heksagonu. Bez tego zawsze gdzieś powstanie deficyt.

Dlatego trzymam się tego układu: praca, finanse, PRO, czas dla siebie, relacje, zdrowie. I wracam do niego zawsze wtedy, gdy coś zaczyna mi się rozjeżdżać.

Udostępnij:

Facebook
Twitter
LinkedIn
Email

Info o autorze

Fryderyk Karzełek

Fryderyk Karzełek

Ekspert, mentor i doświadczony szkoleniowiec z dziedziny rozwoju osobistego, sprzedaży naturalnej i finansów. Autor wielu książek. Każdego poranka o godzinie 5:55, w Klubie 555, budzi kilka tysięcy osób, które chcą pozytywnie rozpocząć dzień i wdrożyć w swoje życie 13 nawyków ludzi sukcesu, zachować balans w Heksagonie Szczęścia i stworzyć ze swojego życia prawdziwe Arcydzieło.