Kiedy słyszę słowo „sukces”, od razu widzę, jak różnie potrafimy je rozumieć. Dla jednych to pieniądze, dla innych rodzina, dla jeszcze innych wpływ, rozpoznawalność albo wolność. I właśnie od tego zaczynam: zanim w ogóle ruszę w drogę, muszę wiedzieć, dokąd idę. Bo jeśli nie zadaję sobie pytania, czego naprawdę chcę od życia, to nie wierzę, że „przypadkiem” wyląduję na szczycie własnego Everestu.
Ja sam długo myślałem, że wystarczy zarabiać i mieć rodzinę, żeby „było okej”. To był czas, kiedy byłem na emigracji w Niemczech. I wtedy odkryłem, że to nie działa tak prosto. Zacząłem więc zadawać sobie jedno kluczowe pytanie: co sprawi, że będę szczęśliwy? A skoro szczęście jest dla mnie miarą sensu, to stało się też miarą sukcesu.
Tak powstał mój Heksagon Szczęścia – koncepcja, w której sukces nie jest jedyną zdobyczą na półce, tylko stanem równowagi w sześciu obszarach życia. Jeśli któryś obszar „leży”, to prędzej czy później zaczyna się chwianie całej konstrukcji.
Praca
Poranek nie robi z nikogo zwycięzcy, ale daje przewagę
Często pada pytanie, czy ludzie sukcesu muszą wstawać o świcie. Nie uważam, że to warunek konieczny. Na świecie są ludzie, którzy śpią długo i wcale nie przeszkadza im to w osiąganiu celów. Natomiast widzę wartość w poranku, bo to czas, gdy nikt mi nie przeszkadza, a poziom energii jest wysoki.
Jest tylko jeden warunek: sen musi być dopilnowany. Jeśli nie dbam o minimum 7–8 godzin, zaczynają się problemy. Wtedy wczesne wstawanie nie jest przewagą – jest kosztowną fanaberią.
Nie potrafię osiągać sukcesu w czymś, co mnie męczy
Zgadzam się w stu procentach z tym, że determinacja, ciężka praca i pasja tworzą mocne trio. I powiem wprost: nie umiem sobie wyobrazić, żebym mógł osiągnąć sukces w obszarze, którego nie lubię, który mnie ciąży albo jest wbrew mnie.
Od 1991 roku zakończyłem na zawsze przygodę z pracą, której nie lubiłem. To była jedna z najbardziej przełomowych decyzji. Wszystko, co robiłem później, dawało mi radość i satysfakcję. A kiedy człowiek chce, to naturalnie jest gotowy robić rzeczy, których większość nie robi albo nie chce robić.
Nawyki jako automatyzacja tego, co ważne
W pracy i w realizacji celów ogromnie ważne są nawyki. Mój mózg nie jest w stanie cały czas pracować na pełnych obrotach, więc potrzebuję mechanizmu, który przejmie część działań. Nawykiem nazywam czynność powtórzoną tyle razy, że staje się odruchowa.
Mówię o 13 nawykach ludzi sukcesu, bo to właśnie nawyki pomagają dbać o równowagę w sześciu obszarach życia. I ta równowaga jest dla mnie kluczowa.
Odwaga to nie szaleństwo. Jej źródłem jest zaufanie
Bez wyjścia ze strefy komfortu trudno liczyć na duże efekty – to prawda. Ale ja patrzę na odwagę jeszcze inaczej: przeciwieństwem strachu nie jest odwaga. Przeciwieństwem strachu jest zaufanie.
Jeśli mam zaufanie do własnych sił albo do świata, w którym żyję, łatwiej mi podejmować decyzje. Dla kogoś dane działanie będzie ekstremalnym ryzykiem, a dla mnie może nie nieść takiego ciężaru – właśnie dlatego, że stoi za nim zaufanie.
Najpierw zrozum, potem działaj
Jednym z moich nawyków jest: „najpierw zrozum”. To dla mnie praktyczna definicja empatii w działaniu. Kiedy kogoś poznaję, chcę najpierw zrozumieć jego sytuację, doświadczenie i sposób patrzenia na świat. Dopiero wtedy komunikacja staje się łatwiejsza, a przekaz można dopasować tak, żeby miał sens po obu stronach.
To jest też fundament zasady „wygrana–wygrana”. Jeśli chcę doprowadzić do rozwiązania korzystnego dla obu stron, muszę najpierw rozumieć drugą osobę. A w najlepszym wariancie dążę do synergii: łącząc potencjały, osiągamy więcej niż w pojedynkę. To moje „1 + 1” potrafi być „3”, a czasem nawet „11”.
Asertywność: „nie” wynikające z wartości
Wiele osób ma trudność z mówieniem „nie”. Dla mnie kluczowy jest tu czas, który miałbym przeznaczyć na zrobienie czegoś, oraz świadomość własnych wartości. Jeśli znam swoje wartości i wiem, co jest dla mnie istotne, dużo łatwiej mi odmówić – bo potrafię powiedzieć: to jest niezgodne z moimi przekonaniami.
Wtedy mniej ważne staje się to, co ktoś o mnie powie. Cokolwiek będę robił, i tak znajdą się tacy, którym się to nie spodoba. Jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził. Więc wracam do wartości i zasad.
Gdy pojawia się problem: zmień, polub albo odejdź
Miałem w życiu sytuacje, w których ktoś „rzucał kłody pod nogi” – również w biznesie, ze wspólnikami. I trzymam się wtedy prostego podejścia, które Amerykanie ujmują tak: gdy jest problem, są trzy rozwiązania.
- Sprawdzam, czy mogę to zmienić.
- Jeśli nie mogę, pytam siebie, czy mogę to polubić.
- Jeśli nie mogę ani zmienić, ani polubić – muszę to opuścić.
Zawsze któreś z tych rozwiązań działa. A samo uporządkowanie tej logiki od razu przywraca sprawczość.
Najważniejsze wnioski
- Poranek jest przewagą tylko wtedy, gdy dbam o sen i energię.
- Nie osiągam sukcesu w czymś, co mnie nie cieszy – pasja ma znaczenie.
- Nawyki automatyzują to, co ważne, i odciążają mózg.
- Odwaga rośnie z zaufania do siebie i świata.
- Empatia i zasada „wygrana–wygrana” budują relacje i synergię.
- Asertywność zaczyna się od znajomości własnych wartości.
- W problemie szukam: zmiany, akceptacji albo wyjścia.
Finanse
„Pieniądze szczęścia nie dają”… tylko małe
Jest stereotyp, że pieniądze szczęścia nie dają. Na pewnym etapie życia dotarło do mnie, że to zdanie jest prawdziwe, ale tylko w jednym wariancie: pieniądze nie dają szczęścia, kiedy mam ich mało i wiem, że wystarczy mi ledwie do końca miesiąca. Wtedy one nie dają poczucia bezpieczeństwa, luzu ani przestrzeni.
Ale im więcej mam pieniędzy i im lepiej wiem, co mogę z nimi zrobić, tym bardziej widzę, że one już mogą szczęście wspierać. Dlaczego? Bo pozwalają mi inwestować w inne obszary życia. Choćby w zdrowie – dostęp do opieki medycznej, lepsze warunki dbania o siebie – ale też w rozwój osobisty czy realizowanie marzeń.
Pieniądze jako cel kontra pieniądze jako narzędzie
Patrząc przez pryzmat Heksagonu Szczęścia, pieniądze same w sobie nie są dla mnie najlepszym pomysłem na definicję sukcesu. Natomiast jeśli mam dobrą pracę, dobre zdrowie, relacje, rozwój, spełniam marzenia – i do tego mam pieniądze – wtedy robi się z tego naprawdę dobry układ.
Finanse nie są więc samotnym szczytem. Są elementem całości. I w tej całości zaczynają mieć sens.
Sukces bywa „zaraźliwy” przez otoczenie
Uważam, że sukces może być zaraźliwy, bo dużo zależy od tego, kim się otaczam. Jestem przekonany, że na mojej drodze ogromną rolę odegrało środowisko – i to, że wielokrotnie je zmieniałem.
Od około dwudziestego roku życia przechodziłem przez zmiany w otoczeniu, bo się rozwijałem i w pewnym momencie odkrywałem, że nie mam już o czym rozmawiać z częścią osób. To może brzmieć ostro, ale ja nie mówię o zrywaniu relacji. Mam przyjaciół sprzed 10, 15 czy 20 lat. Tyle że co innego utrzymywać relacje, a co innego spędzać dzisiaj większość czasu w środowisku, które mnie ciągnie w dół.
Dzisiaj otaczam się głównie ludźmi młodymi w moim biznesie – 30–40+. Z moimi rówieśnikami często mam trudność, bo wielu z nich woli narzekać, krytykować albo wracać pamięcią do dawnych lat. A dla mnie to jest kontrproduktywne.
Najważniejsze wnioski
- Małe pieniądze nie dają szczęścia, bo nie dają przestrzeni i bezpieczeństwa.
- Pieniądze mają sens jako narzędzie wspierające inne obszary życia.
- Otoczenie ma realny wpływ na to, jak myślę i jak działam.
PRO
Rozwój osobisty to nie tylko wiedza
Chcę mocno podkreślić jedną rzecz: większość ludzi myli rozwój osobisty ze zdobywaniem wiedzy. Siedzą w internecie, słuchają nagrań, robią kursy. I na tym często się kończy.
Ja definiuję rozwój osobisty inaczej. Nie jako zdobywanie wiedzy, tylko jako zdobywanie doświadczeń. Sama wiedza teoretyczna jest dziś – moim zdaniem – przeceniona. Kiedyś mówiło się, że brak dostępu do wiedzy jest przyczyną wszelkiego zła na świecie. Dzisiaj mamy nieograniczony dostęp do darmowej wiedzy, a problemów u ludzi jest więcej niż kiedykolwiek wcześniej.
Dlatego rozwój widzę jako wspinanie się po szczeblach umiejętności, doświadczeń i wiedzy. To jest wypadkowa wielu czynników, a nie sam intelektualny magazyn.
Pieniądze i sukces obnażają, czy dorosłem do własnych wyników
Bywa, że ludzie sukcesu są postrzegani jako zadufani, butni, oderwani od rzeczywistości. Często mówi się, że pieniądze psują charakter. Ja uważam inaczej: pieniądze nie psują charakteru. Pieniądze charakter obnażają.
Jeśli nie dorosłem do sukcesu pod względem rozwoju osobistego – nie wypracowałem pokory, wdzięczności i cech, które mnie stabilizują – to sukces może przyjść za szybko. I wtedy rzeczywiście pojawia się „odbicie palmy”. Szczególnie, gdy sukces przychodzi zbyt łatwo, a ja nie mam jeszcze wewnętrznej konstrukcji, żeby go unieść i utrzymać.
Wytrwałość można wypracować
Kiedy słyszę, że wytrwałości nie da się nauczyć, to się z tym nie zgadzam. Dla mnie wytrwałość to samodyscyplina w akcji. Skoro samodyscyplinę można wypracować, to wytrwałość również.
U mnie wytrwałość była cechą od zawsze, ale szła w parze z cierpliwością. Życie mnie tej cierpliwości nauczyło. Podam przykład: w tym roku zdobyłem Kilimandżaro. Pierwszy raz wymarzyłem to sobie w 2005 roku – a więc czekałem 18 lat, żeby zrealizować to marzenie. I stało się. Właśnie to pokazuje mi, jak wielką rolę gra konsekwencja i cierpliwość.
Porażki to nauczyciele, których warto docenić
W moim życiu porażek nie brakowało. I ja się pod tym podpisuję: o porażkach nie należy zapominać. Trzeba je docenić.
W 1997 roku przeżyłem upadłość i zostałem z milionami długu. To był koszmar: wyprowadzka z domu, pozbycie się majątku, zostanie z długiem. Trauma. Ale patrząc dziś – z perspektywy ponad 20 lat – uważam, że to było najlepsze, co mogło mi się przytrafić.
Co robię, kiedy wszystko się wali? Zadaję sobie jedno pytanie: co jest w tym dobrego? Szukam aspektu porażki, który ma mnie czegoś nauczyć. Pytam, co w moim życiu było niedoskonałe, że w ogóle mogło do tego dojść. Jakie wnioski mam wyciągnąć, żeby to się nie powtórzyło.
Porażki i błędy są najlepszymi nauczycielami. Przyjmuję je z pokorą i wyciągam wnioski. W tamtych czasach nie korzystałem z coachingu – wtedy to pojęcie w Polsce było egzotyczne. Byłem zdany na siebie i na najbliższych przyjaciół, którzy raczej wskazywali kierunek niż dawali „feedback” w dzisiejszym rozumieniu. Sam musiałem nazwać błędy i zrozumieć, co zrobiłem nie tak.
Dlaczego ludzie powtarzają te same błędy
Widzę tu prostą przyczynę: unikamy krytycznego myślenia. Nie analizujemy tego, co się wydarzyło. A bez analizy łatwo wejść drugi, trzeci czy czwarty raz w to samo.
U mnie było tak, że po upadku firmy pośrednictwa finansowego powiedziałem sobie: nigdy więcej. A potem, po kilku latach, pomyślałem: to był dobry nauczyciel. Nauczyłem się, jak robić to lepiej. I kiedy później postawiłem podobną firmę już w Polsce, osiągnęła gigantyczny sukces – właśnie dlatego, że uniknąłem wcześniejszych błędów. Choćby takich jak forma prawna: wcześniej była to jednoosobowa działalność w Niemczech, a później założyłem spółkę z o.o., spółkę prawa handlowego. Tym razem firma nie upadła.
Najważniejsze wnioski
- Rozwój osobisty to przede wszystkim doświadczenia, a nie tylko wiedza.
- Sukces obnaża charakter; jeśli nie dorosłem, może pojawić się „odbicie palmy”.
- Wytrwałość to samodyscyplina w akcji – a samodyscyplinę można wypracować.
- Porażki doceniam, analizuję i zamieniam w wnioski.
- Krytyczne myślenie chroni przed powtarzaniem tych samych błędów.
Czas dla siebie
To „egoistyczna” część równowagi, ale bez niej nie ma paliwa
Czas dla siebie jest bardzo indywidualny, ale dla mnie to ważny element Heksagonu Szczęścia. Nazywam go czasem egoistyczną częścią – w dobrym sensie. Dobrze, jeśli mam pasję, hobby, przestrzeń na marzenia.
U mnie w tym obszarze są marzenia, a to jeden z najważniejszych czynników. Kiedyś przeczytałem zdanie, które zostało ze mną: jesteśmy tak długo młodzi, dopóki więcej czasu spędzamy na marzeniach niż na wspomnieniach. Dlatego wyznaczanie celów i marzeń daje mi energię i sprawia, że mi się chce.
Moment, kiedy człowiek już tylko siedzi i wspomina, jest dla mnie w pewnym sensie końcem życia. Właśnie dlatego czas dla siebie jest kluczowy w balansie. Inspiruje, dostarcza energii i daje radość życia.
Moje pasje: podróże i samotna droga
Mój czas dla siebie to przede wszystkim pasje. Największą z nich są podróże – odkrywanie rzeczy, których do tej pory nie znałem.
Raz w roku spędzam czas na ścieżce do Santiago de Compostela. Rok w rok jadę do Hiszpanii albo Portugalii i pokonuję 100–200 kilometrów. W 2019 roku poszedłem z Polski do Santiago i prawie trzy miesiące byłem w drodze i w samotności. To było jedno z najpiękniejszych spełnionych marzeń w moim życiu.
To właśnie dla mnie znaczy czas dla siebie: spełnianie marzeń, które karmi życie od środka.
Najważniejsze wnioski
- Czas dla siebie jest źródłem energii, inspiracji i radości życia.
- Marzenia odmładzają – dopóki jest ich więcej niż wspomnień, jest we mnie ruch.
- Pasje budują równowagę i pomagają utrzymać sens działania.
Relacje
Bez ludzi nie ma sukcesu, a sukces w pojedynkę nie smakuje
Nie wyobrażam sobie, żeby bez współpracy, pomocy i wsparcia innych ludzi osiągnąć jakikolwiek sukces. Druga rzecz: sukces nie smakuje samemu.
Dlatego otaczam się ludźmi o podobnych wartościach. Mam wokół siebie cudowny zespół i pracowałem na to 30 lat, żeby takich ludzi odnaleźć. To nie jest przypadek, to jest świadomy wybór.
Sukces jako coś, czym warto się dzielić
Uważam, że dzielenie się sukcesem jest istotne. Od ponad pięciu lat, od ponad 1900 dni, nadaję codziennie rano o 5:55 audycję za darmo. Robię to dlatego, że pomyślałem: skoro przez 30 lat zbierałem doświadczenie, to byłoby fatalnie odejść z tego świata, nie dzieląc się tym, co może komuś pomóc.
Nie chodzi mi o to, żeby rozdawać ludziom proste instrukcje „zrób to, to i to”. Ja chcę inspirować do lepszego życia, do większego szczęścia i do osiągania własnych sukcesów. Nie wyobrażam sobie, żebym miał się tym nie dzielić, skoro odkryłem w sobie talent i skoro tysiące ludzi tego słucha.
Najważniejsze wnioski
- Sukces wymaga relacji, współpracy i ludzi o podobnych wartościach.
- Sukces w pojedynkę nie daje pełnego smaku.
- Dzielenie się doświadczeniem jest częścią odpowiedzialności i sensu.
Zdrowie
Energia jest walutą sukcesu
Jeśli chcę pracować na sukces, muszę dysponować energią. A energii nie będę miał, jeśli nie zadbam o zdrowie. Dla mnie to prosta zależność: zdrowy sen, właściwe odżywianie i ruch to fundament, bo bez tego nie mam siły robić rzeczy, których większość ludzi nie robi albo nie chce robić.
Dochodzi do tego stan emocjonalny. Jeśli o niego nie dbam, robi się po prostu ciężko. A kiedy ciężko jest wewnątrz, ciężko jest też działać na zewnątrz.
Najważniejsze wnioski
- Sukces wymaga energii, a energia wymaga dbania o zdrowie.
- Sen, odżywianie, ruch i emocje decydują o tym, czy mam z czego działać.
Zabierz to ze sobą
Dla mnie sukces nie jest medalem, który raz się zdobywa i odkłada na półkę. Nic nie jest dane raz na zawsze – ja sam doświadczyłem upadku i wychodzenia z długów przez lata. Dlatego sukces rozumiem jako ciągłe dbanie o równowagę.
Kiedy pilnuję pracy, finansów, rozwoju, czasu dla siebie, relacji i zdrowia, wtedy czuję, że idę we właściwą stronę. A gdy przychodzi porażka – zamiast uciekać – pytam: co jest w tym dobrego i czego mam się nauczyć. To właśnie ten sposób myślenia najbardziej mnie prowadzi.

