Grzegorz Kusz – Agent Specjalny – Nie prześpij życia i odblokuj swój potencjał życiowy! Klucz do bogactwa

 

Za każdym razem, kiedy słyszę: „kiedyś to było…”, mam ochotę odpowiedzieć wprost: gówno prawda. Teraz jest fajnie. A dopiero będzie. I mówię to nie dlatego, że udaję optymizm, tylko dlatego, że zbyt wielu ludzi widzę w miejscu, w którym już tylko wspominają. A przecież życie nie ma być albumem z historią – ma być arcydziełem, które się tworzy.

W tej opowieści dotykam trzech tematów, które wracają jak bumerang: pieniędzy, planowania i marzeń. I pokazuję, jak ja to rozumiem – bez tabu, bez wstydu, bez udawania.

Praca

Nie chcę „wytrzymać do emerytury”

Rozmawiam z ludźmi, którzy mają po 35–40 lat i mówią: „byle do emerytury, jakoś wytrzymać, potem się zobaczy”. O takich ludziach mówi się, że umarli za życia. Pochowani będą dopiero za kilkadziesiąt lat, ale mentalnie już dawno przestali żyć.

Ja mam na to alergię. Dla mnie praca nie jest karą do odhaczenia, tylko częścią życia, którą mogę świadomie zaplanować. I dlatego mówię wprost: jeżeli w wieku 25 lat decydujesz się na ciężką pracę fizyczną, to możesz to robić, ale zaplanuj, że robisz to tylko przez określony czas. Równolegle rozwijaj kompetencje. Zdobywaj doświadczenie. Ucz się. Buduj coś, co z czasem da ci inne możliwości.

Nawyki są zawsze – pytanie, jakie

Nie da się mówić o pieniądzach i niezależności bez mówienia o nawykach. Nawyki masz zawsze. Różnica jest taka, że jedne nawyki wspierają to, co chcesz osiągnąć, a inne trzymają cię w miejscu albo prowadzą w stronę, której wcale nie chcesz.

Ja widzę prosty podział: są ludzie, którzy chcą robić wszystko dla przyjemności i siedzą w strefie komfortu, bo jest „miło”. I są tacy, którzy wiedzą, że przyjemność jest fajna, ale chcą się rozwijać, osiągać więcej i iść na kolejne szczyty. I mają świadomość, że rozwój czasami boli – chyba zawsze boli.

Przyjemność nie może być jedynym priorytetem

Jeżeli mam coś powiedzieć najprościej, to właśnie to: przyjemność nie może być moim jedynym priorytetem. Priorytetem musi być pożyteczność tego, co robię. Bo jeśli moim planem na życie jest „żeby było wygodnie”, to kończę w miejscu, w którym mówię: „nie chce mi się”. A ja mam inną tajemnicę: mi się chce. Mi się chce, żeby moje życie było piękne. Mi się chce, żeby było arcydziełem.

Moje sześć sposobów zarabiania

Jeśli chcę zarabiać lepiej, to nie wystarczy chcieć. Trzeba rozumieć, że istnieją różne systemy zarabiania – i że można świadomie wybrać kierunek:

  • System pracowniczy – klasyczny etat, najemna praca.
  • System indywidualny – praca na własny rachunek, działalność gospodarcza.
  • System właścicielski – firma jako system, w którym jestem właścicielem i buduję wolność finansową oraz czasową.
  • System rentierski – dochód z tego, co posiadam.
  • System nabyty – franczyza; i tu rozróżniam franczyzę korporacyjną oraz osobistą.
  • System ekspercki – budowanie kompetencji i marki, żeby zarabiać dzięki temu, w czym jestem naprawdę dobry.

System nabyty: franczyza osobista i lekcja pokory

Wielu ludzi mówi: „ja nie będę sprzedawał”, „nie będę chodził po ludziach”, „nie będę nic wciskał”. A ja pytam: jaki masz wybór? Jeśli nie masz kapitału, nie masz jeszcze wyjątkowych kompetencji, a chcesz się ruszyć z miejsca, to pierwszą rzeczą, którą warto umieć, jest sprzedaż. Nie w sensie wciskania – tylko w sensie rozumienia ludzi, komunikacji i budowania wartości.

Franczyza osobista to w praktyce najzwyklejszy MLM – i nie mówię tego, żeby kogokolwiek namawiać, tylko żeby pokazać mechanizm: ktoś bez pieniędzy może wejść w system, w którym uczy się działać, uczy się sprzedawać, zdobywa doświadczenie. I to potrafi być „dobra lekcja życia”, jeśli podejdzie się do tego świadomie.

System ekspercki: dwie godziny dziennie, które zmieniają życie

Dla mnie system ekspercki jest genialny w swojej prostocie. Załóżmy, że pracujesz na etacie, masz kredyt, rodzinę, nie możesz rzucić wszystkiego. Ale masz potencjał czasowy – na przykład dwie godziny dziennie.

Większość ludzi te dwie godziny „zabija”: seriale, gry, przypadkowe rozpraszacze. A świadomy człowiek weźmie te dwie godziny i zainwestuje w siebie: w naukę, w kompetencje, w doświadczenie. Mówi się, że potrzeba około 7–10 lat, żeby stać się ekspertem w jakiejś dziedzinie, inwestując godzinę dziennie. Dwie godziny skracają ten czas mniej więcej o połowę.

Żeby zarabiać jako ekspert, potrzebuję dwóch rzeczy:

  • wiedzy lub umiejętności,
  • marki – ktoś musi w ogóle wiedzieć, że istnieję.

Dziś, dzięki mediom społecznościowym, mogę komunikować światu: „jestem w czymś dobry”. Jeżeli naprawdę daję wartość, ludzie zaczynają mnie obserwować, słuchać i stosować to, co mówię. I ten system daje bardzo przyzwoite dochody oraz ogromne możliwości.

Finanse

Dlaczego boimy się rozmów o pieniądzach

Nie do końca wiem, dlaczego ludzie boją się rozmawiać o pieniądzach, ale widzę, że to często temat tabu. Ktoś się wstydzi, że zarabia mniej. Ktoś ma niestabilną sytuację finansową. Ktoś boi się oceny.

Ja przez całe moje biznesowe życie staram się ten temat odczarować. Pieniądze są uniwersalnym nośnikiem wartości. Niczym innym. Nie są ani dobre, ani złe – przejmują wartość swojego właściciela.

Pieniądze nie psują charakteru – pieniądze go pokazują

To jest jedna z rzeczy, które uważam za absolutnie kluczowe: pieniądze nie psują charakteru. Pieniądze go pokazują, obnażają. Jeśli ktoś nie ma pieniędzy, często jest „niewidoczny” i ukrywa się ze swoimi przekonaniami. Kiedy nagle ma więcej, zaczyna pokazywać, kim naprawdę jest.

„Pieniądze szczęścia nie dają”… tylko małe

Jest stereotyp, że pieniądze szczęścia nie dają. Ja kiedyś pomyślałem, że to prawda – ale tylko w odniesieniu do małych pieniędzy.

Pamiętam czas, kiedy pracowałem fizycznie w Niemczech. Pierwszego dnia miesiąca wiedziałem, że na koniec miesiąca dostanę wynagrodzenie. I już pierwszego dnia wiedziałem, na co ono pójdzie – w szczególe. Wiedziałem też, że nic mi nie zostanie, a czasem miesiąc będzie „za długi” w stosunku do wypłaty.

Jeśli po opłaceniu rachunków zostaje mi tylko przetrwanie, to nie daje poczucia szczęścia. Dopiero wtedy, gdy mogę decydować, co robić z pieniędzmi, pojawia się poczucie sprawczości.

Nie masz planu? Masz nieświadomy plan biedy

Ja to widzę tak: jeżeli nie masz planu na zdrowie, masz nieświadomy plan choroby i przedwczesnej śmierci. Jeżeli nie masz planu finansowego na całe życie, masz nieświadomy plan biedy. I tak jest w każdym obszarze.

Dlatego pierwszym krokiem do tego, żeby zacząć zarabiać, jest decyzja: ile ja w ogóle muszę zarabiać, żeby spełnić wizję mojego życia? Większość ludzi wie, ile trzeba, żeby opłacić rachunki i przetrwać. A kompletnie nie wie, ile trzeba, żeby realizować marzenia, misję, wizję życia.

I tu pojawia się problem: jak ma mi pomóc mój „wewnętrzny geniusz” w zarabianiu, skoro ja sam nie wiem, ile chcę zarabiać?

Wysiłek i cena: bieda przychodzi sama

Kiedyś uznałem, że jestem biedny – i że to jest powód do wstydu. A potem zadałem sobie brutalne pytanie: co trzeba robić, żeby być biednym? Nic. Nic nie trzeba robić. Bieda sama przyjdzie.

Żeby osiągnąć coś bardziej wartościowego, trzeba włożyć wysiłek. Podjąć decyzję. Zaplanować. Działać. Rozwijać się. To wszystko ma swoją cenę.

Dlatego kiedy ktoś mi mówi: „nie chcę być bogaty”, to ja to często tłumaczę prosto: „nie chce ci się”. Nie chcesz zapłacić ceny w postaci wysiłku. A ja uważam, że każdy, kto włoży wysiłek, daje sobie szansę na to, żeby zacząć zarabiać odpowiednie pieniądze i stać się niezależnym.

Sześć potencjałów, od których zaczynam planowanie kariery

Jeżeli naprawdę chcę zarabiać lepiej, to zaczynam od poznania siebie. Patrzę na sześć potencjałów i odpowiadam sobie na brutalnie uczciwe pytania:

  • Potencjał czasowy – ile mam czasu w ciągu doby na inwestycję w siebie, ale też ile w ogóle czasu mam w życiu.
  • Potencjał fizyczny – kondycja, zdrowie, wiek.
  • Potencjał intelektualny – kompetencje, wiedza, doświadczenie. I świadomość, czy nie jestem „łatwo zastępowalny”, bo umiem rzeczy powszechne.
  • Potencjał emocjonalny – odwaga, reakcja na ryzyko, komunikacja, panowanie nad emocjami, motywacja.
  • Potencjał finansowy – ile mam pieniędzy, które realnie mogę uruchomić, gdy pojawi się okazja.
  • Potencjał wrodzony – talenty. To nie zawsze są kompetencje, to często to, co mam „w sobie”.

Dopiero na tej podstawie planuję karierę. I nie łudzę się, że to dzieje się „od razu”. Ludzie chcą natychmiastowych efektów, a to jest mało prawdopodobne. U mnie też to trwało lata.

PRO

Rozwój boli – ale bez niego mam plan otępienia

Jeżeli nie mam planu na rozwój intelektualny, emocjonalny i duchowy, to mam nieświadomy plan głupoty, otępienia i „zdebilnienia” – powolnego. Mocne słowa, ale ja je dobieram celowo, bo czasem tylko mocny komunikat wybudza.

Rozwój nie jest ozdobą. Jest fundamentem. I jest też ceną, którą płacę za wyższy poziom życia.

Uczeń i mistrz: gotowość musi być po obu stronach

Nie irytuję się ludźmi, którzy tylko narzekają, gadają, a nie działają. Szkoda mi na to zdrowia. Widzę to raczej tak: kiedy uczeń jest gotów, pojawia się mistrz. Jeśli ktoś nie jest gotów skorzystać z wiedzy, to i tak jej nie potraktuje poważnie.

Trzy osoby, które najmocniej wpłynęły na moje podejście

Jeśli mam wskazać trzy osoby, które najmocniej mną wstrząsnęły biznesowo i rozwojowo, to są to:

  • Emil Ratelband – człowiek, który zrobił dla mnie najlepszą rzecz: odmówił mi. Powiedział, że jeśli to mam w sobie, to sobie poradzę i zapłacę cenę, a jeśli nie – on mi nie pomoże. Dał mi numer telefonu. Potrzebowałem czterech lat, żeby do niego zadzwonić z poziomu, który uznał za właściwy.
  • Hans Lee – nauczyciel sprzedaży, niezwykle pogodny i humorystyczny, który zaszczepił we mnie podejście do sprzedaży w sposób ludzki i naturalny.
  • Bodo Schäfer – osoba, z którą rozmawiałem i której wpływ na moje myślenie był ogromny.

Czas dla siebie

Trzy miesiące drogi, które przestawiły mi życie

W 2019 roku wędrowałem samotnie przez Europę w kierunku Santiago de Compostela. Trwało to prawie trzy miesiące. Część trasy musiałem pokonać komunikacją, bo po drodze pojawiły się kontuzje, a ja miałem konkretny termin, do którego musiałem dotrzeć.

Ta droga mnie zmieniła. Wracam do tego nie jako do sportowego wyczynu, tylko jako do doświadczenia, które ustawiło mnie w moim Heksagonie Szczęścia. Po tysiącach kilometrów wchodzi się w stan, w którym człowiek zaczyna odpowiadać sobie na pytania:

  • kim ja właściwie jestem,
  • czego ja jeszcze chcę od życia,
  • jaką cenę chcę za to zapłacić,
  • czy to, co dziś mam, ma już być zawsze,
  • czy pracę, którą wykonuję, chcę wykonywać zawsze.

Dotarło do mnie wtedy coś bardzo mocnego: to jest początek, a nie koniec. I to było w wieku 59 lat. Powiedziałem sobie: życie zaczyna się po sześćdziesiątce. I chcę zrobić z tego najlepszy czas mojego życia.

Dwie kategorie wędrowców

Na tej trasie usłyszałem zdanie, które zostało ze mną na długo: są dwie kategorie ludzi idących do Santiago. Jedni szukają Boga, a odnajdują siebie. Drudzy szukają siebie, a odnajdują Boga.

Ja mogę to powiedzieć jasno: szukałem Boga, a odnalazłem siebie.

Jaką trasę uważam za najpiękniejszą

Jeśli ktoś pyta mnie o drogę, to zawsze odpowiadam: to zależy, ile masz czasu i jakie masz zasoby. Żeby dostać certyfikat, wystarczy przejść 100 km – na przykład z Sarria do Santiago.

A jeśli mam wskazać najpiękniejszą trasę, to dla mnie jest to najstarsza trasa, tak zwana francuska: z Saint-Jean-Pied-de-Port przed Pirenejami do Santiago. To około 764 km, mniej więcej 30–31 dni marszu. Najtrudniejszy jest pierwszy odcinek przez Pireneje – kiedy się go przejdzie, dalej robi się łatwiej.

Relacje

Sprzedaż: ludzie nie znoszą, gdy im się sprzedaje, ale uwielbiają kupować

Jest takie zdanie, które dobrze oddaje klimat: ludzie nie znoszą, kiedy im się sprzedaje, ale uwielbiają kupować. I ja to rozumiem. Sam kiedyś nienawidziłem sprzedawców. Uważałem, że sprzedaż jest czymś podłym. Miałem przekonanie: „ja nigdy nie będę sprzedawał”.

Do czasu, aż przyszedł do mnie rasowy sprzedawca i „pozamiatał”. Zapytał mnie wprost: skąd wiesz, że się nie nadajesz? Skąd wiesz, że tego nie polubisz? I uderzył w sedno: miałem w głowie myślenie o sprzedaży, którego nigdy nie sprawdziłem. Byłem teoretykiem.

Sprawdziłem. Po roku okazało się, że jestem w tym dobry. Potem okazało się, że to lubię.

Moja definicja sprzedaży

Większość ludzi myśli, że sprzedaż polega na przekonywaniu klienta, że „ma to kupić”. Dla mnie nie ma nic gorszego niż taka sprzedaż.

Moja definicja jest prosta:

Sprzedaż to pomoc drugiemu człowiekowi w podjęciu decyzji, która uczyni jego życie lepszym.

To oznacza, że nie sprzedaję każdemu. Jeśli nie mam czegoś, co realnie uczyni twoje życie lepszym, to nie mam czego ci sprzedawać. A jeśli jestem pewny, że coś jest wartością, to sprzedaję to z czystym sumieniem.

I tak, powiem to też z uśmiechem, bo to moje zdanie: sprzedaż jest dla mnie fenomenem. Jest najbardziej pasjonującą rzeczą, jaką można wykonywać. Najbardziej podniecającą czynnością, którą można robić w ubraniu.

Zdrowie

Plan albo nieświadomy scenariusz

Ja patrzę na zdrowie podobnie jak na finanse: jeżeli nie masz planu na zdrowie, to masz nieświadomy plan choroby i przedwczesnej śmierci. Plan robi się konkretnie. Można go nawet rozpisać w Excelu – tak samo jak plan finansowy.

To nie jest kwestia „czy zdrowie się jakoś ułoży”. To jest kwestia: czy ja biorę odpowiedzialność.

Marzenie, które mnie napędza

Jedno z moich marzeń jest bardzo konkretne: chcę pobić rekord świata w biegu na 100 metrów w kategorii wiekowej 100+. To marzenie działa jak kompas. Nie pozwala mi usiąść i powiedzieć: „już wystarczy”.

Zabierz to ze sobą

Marzenia nie są infantylne – są paliwem

Pytanie o marzenia jest dziś niepopularne. Słyszę: „marzenia są dla dzieci”. A ja mam ich zapisanych co najmniej dwieście. I nie zamierzam z nich rezygnować. Nie obrażaj mnie, proszę – ja nie mam w planie emerytury w sensie „nicnierobienia”. Zadeklarowałem nawet, że jeszcze przez wiele lat będę robił Klub 555 o 5:55. To mi skutecznie utrudnia przejście na jakąkolwiek mentalną emeryturę.

Albumy marzeń – mój prosty system

Jeśli mam dać radę, to powiem tak: załóż sobie albumy marzeń. Nie myl marzeń z celami. Cel zaczyna się wtedy, gdy masz zasoby i możesz zaplanować realizację. Marzenie nie musi mieć terminu. Moje marzenie o Santiago było zapisane dziesięć lat, zanim je zrealizowałem.

Album marzeń żyje. W miarę realizacji wykreślasz jedno, dopisujesz kolejne, a część się przekształca. I o to chodzi.

Jedno zdanie, które trzyma mnie w pionie

Na koniec zostawiam zdanie, które dla mnie jest jak test na życie:

Starość zaczyna się w momencie, kiedy więcej czasu poświęcamy na wspomnienia niż na marzenia.

Ja wybieram marzenia. Teraz jest fajnie. A będzie jeszcze lepiej.

Udostępnij:

Facebook
Twitter
LinkedIn
Email

Info o autorze

Fryderyk Karzełek

Fryderyk Karzełek

Ekspert, mentor i doświadczony szkoleniowiec z dziedziny rozwoju osobistego, sprzedaży naturalnej i finansów. Autor wielu książek. Każdego poranka o godzinie 5:55, w Klubie 555, budzi kilka tysięcy osób, które chcą pozytywnie rozpocząć dzień i wdrożyć w swoje życie 13 nawyków ludzi sukcesu, zachować balans w Heksagonie Szczęścia i stworzyć ze swojego życia prawdziwe Arcydzieło.