Zaczynaj każdy dzień z gotowym planem

Wchodzę dziś z tobą w „jazdę bez trzymanki” na najbliższe 91 dni. Prosty układ: 13 tygodni razy 7 dni. Każdego dnia dostaniesz jedną drobną czynność do wdrożenia – taką, którą możesz powtarzać, aż stanie się nawykiem. A ja zaczynam od nawyku, który porządkuje wszystko inne: zaczynaj każdy dzień z gotowym planem.

Nazywam się Fryderyk Karzełek. Codziennie o 5:55 spotykam się w Klubie 555 z ludźmi, którzy chcą zmieniać swoje nawyki i swoje życie. I właśnie dlatego startujemy od podstawy: nie od planowania czasu, tylko od planowania działań i zachowań w czasie, które masz do dyspozycji.

Dlaczego planuję działania, a nie „czas”

Nie da się zaplanować czasu w sensie dosłownym. Czasu nie pożyczysz, nie odłożysz na bok, nie „zaoszczędzisz” na później. Jeżeli masz godzinę do dyspozycji i jej nie wykorzystasz, ona znika bezpowrotnie. Dlatego mówię o planowaniu działań: o świadomym wyborze, co zrobię w tym, co i tak minie.

To zresztą nie jest kwestia tego, czy planowanie jest trudne w wyjaśnieniu. Dla mnie jest bardzo proste w wyjaśnieniu. Trudność pojawia się gdzie indziej: w praktyce, w codziennym dowiezieniu tego nawyku.

Dlaczego tak często nie planuję i co to o mnie mówi

Zadaję sobie proste pytanie: dlaczego nie planuję? Jedni mówią, że nie planuje połowa społeczeństwa, inni – że jedna trzecia. Statystyki statystykami, ale ważniejsze jest to, co realnie stoi za moją niechęcią do planowania.

Wybieram przyjemność i „jakoś to będzie”

Bardzo często kieruję się przyjemnością i nowością. Wtedy wchodzi w głowę znane „jakoś to będzie”. Zawsze jakoś było, więc i teraz jakoś będzie. Tylko że „jakoś” rzadko prowadzi tam, gdzie naprawdę chcę.

Nigdy nie wyrobiłem sobie nawyku

Nie planuję też wtedy, gdy po prostu nie mam tego nawyku. Robię rzeczy „bo tak się zawsze robiło”. To stare nawyki niosą mnie na autopilocie, a nie mój świadomy wybór.

„Plany nie wychodzą” i w tym jest trochę prawdy

Jest jeszcze argument, który słyszę często: „plany nie wychodzą”. I tak – pierwszy plan zazwyczaj nie wychodzi. Ale to nie jest powód, żeby nie planować. To jest powód, żeby rozumieć, po co w ogóle plan tworzę.

Planowanie boli, bo wymaga myślenia

Powiem rzecz, która dla wielu osób jest niewygodna: planowanie wymaga myślenia. A myślenie bywa jedną z najtrudniejszych czynności. Mam nawet takie wrażenie, że dla wielu osób myślenie potrafi sprawiać autentyczny ból. Jeżeli chcę planować, muszę zaplanować również czas na planowanie i wprowadzić rutynę: konkretną porę w ciągu dnia, w której przygotowuję następny dzień. A jeszcze lepiej: zacząć od planowania tygodnia.

Dryfowanie kontra odpowiedzialność

Jest różnica między życiem, w którym płynę tam, gdzie mnie poniesie, a życiem, w którym decyduję o kierunku. Jeżeli nie planuję, bardzo łatwo wchodzę w dryfowanie: poruszam się pod wpływem okoliczności, wpływów z zewnątrz i tego, co akurat „przyszło”. A gdy ktoś planuje za mnie, realizuję cudze cele, nie swoje.

I powiem jeszcze mocniej: nieplanowanie bywa wygodne. Bo jeśli planuje ktoś inny, łatwo zrzucić odpowiedzialność. Wtedy mogę powiedzieć: „to nie ja, to ktoś mi to ułożył, ktoś mi to narzucił”. Tylko że planowanie swojego dnia jest braniem odpowiedzialności za siebie. A tego nie da się obejść, jeśli chcę żyć świadomie.

Jedna literka, która robi różnicę

Zauważyłem rzecz, która świetnie porządkuje temat skuteczności: ludzi skutecznych i efektywnych różni jedna literka. Oni nie tylko wykonują czynności „właściwie” w sensie poprawnie, lecz wykonują właściwe czynności. A kiedy do tego dołożą jeszcze to, że wykonują je właściwie, zaczynają osiągać cele.

To jest dla mnie ważne także z innego powodu: świat wokół mnie zmienia się szybciej niż kiedykolwiek. Jeżeli nie zacznę świadomie wybierać właściwych działań, łatwo utknę w schemacie: „zrobię to tak, jak się zawsze robiło”. I wtedy życie przejmuje autopilot.

Co się stanie, jeśli nie zaplanuję

Jeżeli nie planuję, coś i tak się planuje – tylko poza moją świadomością.

  • Jeżeli nie planuję swojej kariery, ktoś inny ją zaplanuje za mnie.
  • Jeżeli nie planuję swojej niezależności finansowej, wchodzę w automatyczny, nieświadomy „plan” działania.
  • Jeżeli nie planuję sukcesów, planuję bylejakość.

I wtedy mogę obudzić się w życiu, w którym „wow” zdarza się rzadko – na przykład raz w roku. A ja chcę inaczej. Chcę budzić się do prawdziwego życia. Chcę efektów „wow” częściej niż od święta. I dlatego wracam do punktu wyjścia: zaczynam dzień z gotowym planem.

Plan tygodnia i plan dnia w Heksagonie Szczęścia

Żeby dobrze zaplanować dzień, potrzebuję kontekstu tygodnia. I potrzebuję też pełnego obrazu tego, co jest dla mnie ważne. Dlatego w planie tygodnia uwzględniam Heksagon Szczęścia – wszystkie jego elementy. W stałej kolejności:

  • Praca – co konkretnie ma się wydarzyć w tym tygodniu i co robię każdego dnia.
  • Finanse – jakie działania podejmuję w kierunku niezależności i porządku.
  • PRO (permanentny rozwój osobisty) – gdzie w tygodniu jest miejsce na rozwój.
  • Czas dla siebie – świadomie planuję coś, co ma znaczenie i buduje jakość dnia.
  • Relacje – nie pomijam bliskich; planuję konkretne działania, a nie „kiedyś się odezwę”.
  • Zdrowie – planuję działania, które wspierają moje funkcjonowanie.

W praktyce oznacza to jedno: w każdym tygodniu tworzę plan, a potem każdego dnia zaczynam z gotowym planem. Nie „w głowie”. Na piśmie.

Na piśmie, nie w głowie

Nie ma znaczenia, czy zapisuję plan elektronicznie, czy papierowo. Mogę używać kalendarza w telefonie, mogę używać papierowego kalendarza. Sedno jest jedno: plan ma istnieć. A dzień ma się zaczynać z gotowym planem. Każdy dzień. Dzisiaj, jutro, pojutrze.

Decyzja na całe życie, nie na „spróbuję”

Mam swój ulubiony horyzont wdrażania nawyków: do końca życia. Znam człowieka, który ma zaplanowany każdy dzień na dwa lata do przodu, mimo że jest już grubo po siedemdziesiątce. Imponuje mi to, bo pokazuje konsekwencję i szacunek do własnego czasu.

I dlatego stawiam sprawę jasno: podejmuję decyzję, że będę witał każdy dzień z gotowym planem. Nie na chwilę. Nie „jak się uda”. Tylko jako zasada.

Zadanie na dziś: analiza mojego dnia minuta po minucie

Choć nawyk uważności będziemy praktykować dopiero później, dzisiaj robię coś, czego większość ludzi nie robi: uważnie zapisuję wszystko, co robię.

Jak wykonuję ćwiczenie

Przez cały dzień prowadzę prostą analizę:

  • Po każdej czynności zapisuję, co zrobiłem i kiedy.
  • Robię to dokładnie, bez upiększania.
  • Wieczorem patrzę na zapis i widzę, jak wyglądał mój dzień naprawdę.

Celem tego ćwiczenia jest świadomość: na co przeznaczam swój czas. To nie jest jednorazowa akcja. Jeżeli chcę zobaczyć prawdę, powtarzam to również jutro albo pojutrze.

Szukam złodziei czasu

W tej analizie szczególnie przyglądam się „złodziejom czasu”. Sprawdzam między innymi:

  • ile czasu spędzam w mediach społecznościowych,
  • ile czasu spędzam na przeglądaniu treści i oglądaniu materiałów w serwisach wideo,
  • ile czasu zjadają mi bezproduktywne rozmowy telefoniczne,
  • ile czasu ucieka na bezproduktywne wpatrywanie się w telewizję,
  • ile czasu tracę na bezproduktywne pogadanki i działania, które nic nie wnoszą.

Mogę też wesprzeć się aplikacją w telefonie, która pokaże mi, ile czasu spędzam w konkretnych miejscach. To nie jest po to, żeby się oceniać. To jest po to, żeby zobaczyć fakty.

Prosty trik: czerwona kropka

Jeżeli chcę utrzymać uwagę, robię prostą rzecz: rysuję na dłoni dużą, czerwoną kropkę (na tej ręce, na której zwykle noszę zegarek). Za każdym razem, gdy mój wzrok pada na dłoń, przypominam sobie: „zapisz, co właśnie robisz”. To pomaga mi nie zgubić ćwiczenia w biegu dnia.

Następny krok

Dzisiaj biorę odpowiedzialność: analizuję swój dzień i zaczynam budować fundament pod planowanie. A potem idę dalej, konsekwentnie: tydzień, dzień, zapis, powtarzalność. 91 dni. Jedno zadanie dziennie. I decyzja, że witam każdy dzień z gotowym planem.

Udostępnij:

Facebook
Twitter
LinkedIn
Email

Info o autorze

Fryderyk Karzełek

Fryderyk Karzełek

Ekspert, mentor i doświadczony szkoleniowiec z dziedziny rozwoju osobistego, sprzedaży naturalnej i finansów. Autor wielu książek. Każdego poranka o godzinie 5:55, w Klubie 555, budzi kilka tysięcy osób, które chcą pozytywnie rozpocząć dzień i wdrożyć w swoje życie 13 nawyków ludzi sukcesu, zachować balans w Heksagonie Szczęścia i stworzyć ze swojego życia prawdziwe Arcydzieło.