Wszystko zaczęło się wiele lat temu, jeszcze w czasach PRL-u. Mieszkałem wtedy z żoną w Katowicach i miałem trzy proste marzenia: chciałem mieć w mieszkaniu telefon, posiadać samochód i po prostu godnie żyć. Pamiętam moment, gdy poszedłem złożyć wniosek o telefon – powiedziano mi, że będę na niego czekać 16 lat. To brutalnie zweryfikowało mój entuzjazm i sprawiło, że postanowiłem wyjechać na zachód Europy. Spędziłem w Niemczech dziesięć lat. Choć telefon założono mi tam trzy dni po przeprowadzce, a pierwszy samochód – Renault 5 za 700 marek – kupiłem po miesiącu pracy, ciągle nie czułem się szczęśliwy.
Zacząłem szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak jest. W bibliotekach odkryłem, że choć przychodzimy na świat, by być szczęśliwymi, nikt nas tego nie uczy. Szkoła uczy nas biologii, geografii czy matematyki, ale nie daje instrukcji, jak żyć. Na drodze ewolucji moich doświadczeń i przemyśleń stworzyłem koncepcję Heksagonu Szczęścia. Składa się on z sześciu obszarów, które są jak system naczyń połączonych – każdy jest tak samo ważny, a zaniedbanie jednego odbija się na pozostałych. Dziś wyjaśnię, jak te zasady przenieść na grunt relacji, bo uważam, że na udany związek, tak jak na biznes, trzeba mieć świadomy plan.
Praca i satysfakcja zawodowa
Moim zdaniem praca powinna dawać satysfakcję. Często głoszę kontrowersyjny pogląd, że gdybym był politykiem, zlikwidowałbym emerytury. Wychodzę z założenia, że jeśli robisz to, co kochasz, to nigdy nie będziesz musiał pracować. Dlaczego miałbyś przerywać coś, co jest twoją pasją?
Sam byłem w sytuacji, gdy w Niemczech pracowałem fizycznie i bardzo tego nie lubiłem. Wiedziałem jednak, że jeśli tego nie zmienię, to się wypalę, zachoruję i nie doczekam nawet tej wymarzonej emerytury. Szukałem tak długo, aż zostałem przedsiębiorcą, co daje mi ogromną satysfakcję do dziś. W związku praca również ma znaczenie – nasze życie zawodowe zaczyna się zazwyczaj po dwudziestym roku życia i możemy je zaplanować. Jeśli partnerzy wspierają się w dążeniu do pracy, która jest pasją, ich relacja zyskuje nową energię.
Finanse jako nośnik wspólnych wartości
Uważam, że pieniądze w związku odgrywają ogromną rolę. Czasami żartuję, że pieniądze szczęścia nie dają, ale tylko te małe. Problemem jest tak zwana proza życia – jeśli na początku miesiąca wiemy, że wszystko pójdzie na rachunki i nic nam nie zostanie, pojawia się frustracja. Zauważyłem, że nawet 60-70 procent związków rozpada się właśnie przez problemy finansowe.
Pieniądze postrzegam jako nośnik wartości i narzędzie dające możliwości. Dzięki nim możemy wspólnie doświadczać świata, podróżować i unikać rutyny codziennego siedzenia przed telewizorem. W tym kontekście wyróżniam dwie postawy życiowe:
| Kategoria ludzi | Podejście do finansów |
| Pierwsza | Dopasowują swoje życie do obecnych dochodów. |
| Druga | Dopasowują swoje dochody do życia, jakie chcą prowadzić. |
Jestem zwolennikiem planowania – wspólnie z partnerem powinniśmy określić, jak chcemy żyć i ile pieniędzy na to potrzebujemy. Jeśli nie masz planu na swoje finanse, to masz nieświadomy plan biedy. Kluczowa jest tu zgodność wartości: czy nadwyżki chcemy odkładać na dom (bezpieczeństwo), czy inwestować w wolność i wspólne przeżycia.
PRO, czyli permanentny rozwój osobisty w parze
Rozwój osobisty (PRO) to obszar często niedoceniany, a ma on ogromne przełożenie na wszystko, co dzieje się w naszym życiu. Postrzegam nasze życie trochę jak grę platformową, podobną do Mario – wchodzimy na kolejne poziomy intelektualne, emocjonalne i duchowe. Uważam, że ten proces nigdy nie powinien się kończyć.
W związku rozwój osobisty jest niezwykle istotny, ponieważ kiedy jedna osoba dynamicznie idzie do przodu, a druga stoi w miejscu, zaczyna tworzyć się przepaść. Przestajemy być dla siebie atrakcyjnymi rozmówcami. Jeśli ograniczamy się tylko do prozy życia, narzekania na politykę czy dzieci, stajemy się emocjonalnymi „zombie”. Żeby związek trwał, musimy rozwijać się wspólnie, by zawsze mieć o czym ze sobą rozmawiać na głębszym poziomie.
Czas dla siebie i wspólny ogród marzeń
Piąta dziedzina heksagonu to czas dla siebie, czyli pasje i spełnianie marzeń poza pracą. W relacji warto jednak dbać o ten obszar również wspólnie. Jestem zwolennikiem prowadzenia „albumu marzeń” i regularnej „pracy w ogrodzie marzeń”. Polega to na wspólnym dyskutowaniu o tym, co chcemy osiągnąć i co zobaczyć, zamiast spędzania każdego wieczoru przed Netfliksem.
Brak wspólnych celów zabija relację nudą. Można przecież zaplanować coś niezwykłego – sam specjalnie poleciałem do Norwegii, by morsować w Morzu Północnym, czy przeszedłem pieszo drogę do Santiago de Compostela. Wspólne marzenia dają nam napęd i powód, by z ekscytacją patrzeć w przyszłość.
Relacje oparte na autentycznej komunikacji
Relacja z partnerem to najbardziej integralna część obszaru relacji w moim Heksagonie. Jej fundamentem jest komunikacja, dla której opracowałem specjalny dekalog. Pierwsze i najważniejsze prawo brzmi: „naucz się milczeć”. Chodzi o to, by dać partnerowi przestrzeń do wypowiedzi, bez natychmiastowego oceniania czy budowania w głowie riposty, podczas gdy mózg pracuje wielokrotnie szybciej niż mowa.
Kolejną kluczową zasadą jest: „niczego nie zakładać”. Zakładanie, że wiemy, co partner myśli, to jedno z największych przekleństw. Często przytaczam historię pary z 50-letnim stażem, w której mąż przez pół wieku oddawał żonie piętkę chleba, myśląc, że to jej ulubiona część, podczas gdy ona jej nienawidziła. Nigdy o tym nie porozmawiali, żyjąc w błędnych założeniach.
Najważniejsze wnioski dla budowania relacji
- Zasada wygrana-wygrana (win-win): każda decyzja w związku powinna sprawiać, że obie osoby czują się dobrze. Jeśli jedna strona czuje się przegrana, prędzej czy później uderzy to w relację.
- Statusy tygodniowe: warto raz w tygodniu usiąść i porozmawiać o tym, co czujemy, co nam się podobało, a co nas uwiera.
- Uważność (mindfulness): to bycie „tu i teraz”. Zauważenie, że partner ma gorszy humor, sprawia, że czuje się on przez nas widziany i ważny.
- Feedback w formie kanapki: zaczynamy od wyznania miłości i docenienia, potem mówimy o tym, co trudne, a kończymy zapewnieniem o dobrych uczuciach.
Zdrowie planowane na całe życie
Zdrowie to fundament, o który często dbamy dopiero wtedy, gdy zaczyna się psuć. Uważam, że zdrowie jest opisywalne liczbami i powinniśmy mieć na nie długofalowy plan, najlepiej rozpisany w Excelu. Jeśli nie masz planu na swoje zdrowie, masz nieświadomy plan choroby i przedwczesnej śmierci.
W dbałości o zdrowie hołduję zasadzie Paracelsusa: wszystko zależy od dawki. Nie chodzi o to, by być ascetą. Jeśli wypiję lampkę wina w gronie przyjaciół i czerpię z tego radość, to ta radość życia niweluje negatywne skutki alkoholu. Ważne jest jednak, by mieć świadomość tego, co robimy ze swoim organizmem, by ostatnie dziesięć lat życia przeżyć godnie, a nie w cierpieniu wynikającym z zaniedbań.
Zabierz to ze sobą
Budowanie związku to sztuka, która wymaga świadomości i odwagi. Jeśli czujemy, że relacja się wypaliła, mamy do wyboru trzy drogi: love it (napraw to i pokochaj), change it (zmień zasady i zaakceptuj) lub leave it (odejdź). Często jednak ludzie wybierają czwartą, najgorszą drogę – trwają w byle jakim związku z braku odwagi, co jest największą porażką.
Pamiętajmy, że planowanie jest wszystkim, choć sam plan może ewoluować. Najważniejsze to rozmawiać, nie bać się trudnych tematów i wspólnie dbać o każdy z sześciu obszarów Heksagonu. Tylko taka równowaga daje szansę na prawdziwe, trwałe szczęście u boku drugiej osoby.