Pamiętam czasy sprzed epoki internetu, kiedy wielu ludzi było przekonanych, że przyczyną ludzkiej ignorancji – żeby nie powiedzieć głupoty – jest brak dostępu do wiedzy. Dzisiaj wiemy, że to nie było to. Dostęp do informacji stał się powszechny, a mimo to w życiu wielu osób niewiele się zmienia. I właśnie o tym chcę opowiedzieć.
Mam na imię Fryderyk. Codziennie o 5:55 w Klubie 555 budzę tysiące ludzi – naprawdę tysiące – do tego, żeby na drodze zmiany nawyków zmieniali swoje życie na lepsze. Mój własny rozwój osobisty zaczął się jednak dużo wcześniej, bo w 1990 roku. I zaczął się od bardzo niewygodnej prawdy o mnie samym.
Praca
W 1990 roku chodziłem dzielnie do pracy. Tak jak większość moich znajomych – na etat. Do pracy, której nienawidziłem. A w zamian dostawałem wynagrodzenie, które starczało raptem na opłacenie podstawowych potrzeb. W zasadzie w momencie otrzymania wypłaty wiedziałem już dokładnie, na co te pieniądze pójdą. Nazywam taki stan „czarną dupą”.
Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że w tej „czarnej dupie” jestem. Ktoś mi później powiedział, że zacząłem się chyba w niej powoli urządzać. I coś w tym było – bo jeśli człowiek tkwi w czymś długo, to potrafi to uznać za normalne. A przecież nie było w tym nic normalnego.
Przyszedł jednak taki dzień, kiedy – zainspirowany wypowiedzią mojej żony – postanowiłem całkowicie zmienić swoje życie. Dotarło do mnie, że jestem biedny, że za mało zarabiam, że wielu rzeczy nie wiem. I gdzieś tam odgrzebałem marzenia, które chciałem jeszcze spełnić.
Plan kariery jako rezultat, nie marzenie
Zacząłem liczyć. Wyliczyłem sobie dochody, które chciałem – a właściwie tyle, ile powinienem osiągnąć, żeby zacząć godnie żyć na dobrym poziomie. Wtedy zarabiałem około 2500 marek „na rękę”. W moich wyliczeniach wyszło mi, że powinienem zarabiać przynajmniej 10 tysięcy.
Prosta matematyka: gdybym miał pomnożyć 2500 razy cztery, wyszłoby 10 000. Tylko że ja przecież nie mogłem pracować na czterech etatach po osiem godzin. I właśnie wtedy po raz pierwszy naprawdę zrozumiałem, że to nie jest problem „chęci” czy „motywacji”. To jest problem podejścia i sposobu myślenia o zmianie.
- Nie chodziło o to, żeby „więcej pracować”.
- Chodziło o to, żeby pracować inaczej i osiągać inny rezultat.
- Potrzebowałem planu, nie kolejnego zrywu.
Finanse
To właśnie finanse były jednym z największych bodźców, które mnie obudziły. Skoro moje pieniądze znikały natychmiast po wypłacie, to znaczyło, że żyłem w trybie przetrwania. A ja nie chciałem przetrwać. Ja chciałem żyć.
W tamtym czasie postanowiłem poszukać wiedzy na temat tego, jak się rozwijać i jak więcej zarabiać. Tyle że to był rok 1990. Nie było internetu. Nie można było wpisać w Google: „jak się rozwijać”, „jak więcej zarabiać” albo „jak zdobyć kompetencje”. Poszedłem więc do biblioteki.
Biblioteka i pierwsza ważna myśl o szczęściu
W bibliotece odkryłem wtedy, że już starożytni wiedzieli, że człowiek przychodzi na świat po to, żeby być szczęśliwy. No dobrze – tylko jak? Przez dłuższy czas nie znajdowałem odpowiedzi. Przeczytałem mnóstwo książek, zacząłem się nad tym zastanawiać i dopiero po latach dotarło do mnie, że jest sześć obszarów w życiu, które decydują o tym, czy będę szczęśliwy. Jednym z nich jest właśnie rozwój osobisty.
I wtedy wróciło pytanie, od którego zaczynam: skoro nie brak dostępu do wiedzy decyduje o ignorancji, to co o tym decyduje?
PRO (permanentny rozwój osobisty)
Zdałem sobie sprawę z jednej bardzo ważnej rzeczy: większość ludzi zaczyna się rozwijać w sposób niewłaściwy, bo niewłaściwie postrzega samo pojęcie „rozwój osobisty”. Wielu ludzi utożsamia rozwój osobisty ze zdobywaniem wiedzy.
Zaczynają chodzić na kursy, wykupują szkolenia, czytają książki… i nic się nie zmienia. Mają więcej wiedzy, ale w rozumieniu rezultatu dalej – niestety – są ignorantami. Dlaczego? Bo wiedza sama w sobie nie jest celem.
Rozwój osobisty ma służyć rezultatom
Rozwój osobisty ma służyć osiąganiu konkretnych rezultatów. Pośrednio zdobywaniu wiedzy – tak. Ale tak naprawdę chodzi o efekt: plan kariery, plan finansów, coś związanego ze zdrowiem, relacjami, albo po prostu poprawę jakości życia.
Wymaga to zdobycia wiedzy, wymaga planowania, ale przede wszystkim wymaga postawienia na konkretne działanie.
Na prawie każdym moim szkoleniu zadaję na początku pytanie: „Po co jesteś na tym szkoleniu? Co ma być pierwszym i głównym rezultatem?” I większość ludzi odpowiada: „Zdobyć wiedzę”. Wtedy mówię wprost: „Niestety nie”.
Jesteś tu dlatego, że masz jakiś deficyt. Chcesz coś w życiu zmienić. A żeby pojawił się efekt, trzeba najpierw zmienić zachowanie. Taka jest kolejność.
Cztery kroki: od wiedzy do zmiany zachowania
Nie mam nic przeciwko zdobywaniu wiedzy. Wręcz przeciwnie – łatwiej mi osiągać rezultaty, jeżeli wiem, jak coś zrobić. Natomiast sama wiedza nie jest celem samym w sobie. Dlatego zrozumiałem, że jeśli wiedza ma ożyć, musi przejść przez konkretne etapy.
- Wiedza – zdobywam informację, czytam, słucham, uczę się.
- Zrozumienie – łapię sens, rozumiem intencję autora, rozumiem, jak to działa.
- Akceptacja – odpowiadam sobie, czy ta wiedza jest dla mnie do przyjęcia.
- Identyfikacja – utożsamiam się z tą wiedzą tak mocno, że zmieniam zachowanie.
Ten czwarty krok jest kluczowy. Mogę wiedzieć i rozumieć bardzo dużo. Mogę nawet się zgadzać. A mimo to dalej robić to samo co wcześniej.
Zrozumienie to możliwość użycia wiedzy „w odpowiednim momencie”
Zrozumienie prowadzi do tego, że jestem w stanie zastosować wiedzę w praktyce. Jeśli czytam książkę o sprzedaży i siedzę u klienta, to zazwyczaj będę stosował strategie, których nauczyłem się wcześniej. Ale jeśli jestem świeżo po szkoleniu ze sprzedaży, to nagle zaczynam się gryźć w język, zaczynam więcej słuchać, parafrazować, być może zastosuję techniki, których się nauczyłem.
Do tego prowadzi zrozumienie istoty wiedzy: że potrafię przypomnieć sobie we właściwym momencie to, czego się nauczyłem.
Akceptacja: bez niej nie wdrożę nawet tego, co rozumiem
Kolejny krok jest trudniejszy, niż się wydaje: czy wiedza, którą zdobyłem, jest dla mnie akceptowalna? Jeśli jej nie zaakceptuję, będzie mi bardzo trudno ją zastosować, nawet jeśli ją rozumiem.
Identyfikacja: dopiero ona uruchamia zmianę
Przed działaniem najważniejszy jest jednak krok identyfikacji – utożsamienia się z wiedzą. I podam przykład, który każdy zna.
Każde dziecko dzisiaj wie, że palenie papierosów szkodzi. Większość ludzi rozumie dlaczego. Mało tego – oni się z tym zgadzają, akceptują to. A jednak palą dalej. I jeszcze tworzą sobie historie: „na coś trzeba umrzeć”, „moi rodzice i dziadkowie palili i dożyli wieku”.
Dopiero kiedy pojawia się silny bodziec emocjonalny – na przykład lekarz mówi: „zostało ci 12 miesięcy życia, jeśli nie rzucisz” – wtedy następuje utożsamienie. Wtedy człowiek już nie mówi: „powinno się przestać palić”. Wtedy on staje się kimś, kto naprawdę podejmuje zmianę. I wtedy najczęściej nie musi kupować żadnych dodatkowych środków, żeby rzucić. Zmiana zachowania prowadzi do rezultatów.
Jak pracuję z książką i szkoleniem, żeby cokolwiek się wydarzyło
Dlatego, kiedy mówię o rozwoju osobistym, to podkreślam kilka rzeczy, które są dla mnie fundamentalne.
Po pierwsze: książek o rozwoju osobistym nie czytam jak powieści. Nie czytam ich jak „Harry’ego Pottera”. Czytam je z długopisem i kartką. Robię notatki, zapisuję przemyślenia i – co najważniejsze – podejmuję decyzje dotyczące zmiany zachowań.
Po drugie: to samo dotyczy szkoleń. Jeśli jestem na szkoleniu, warto od razu zaplanować, co zrobię po szkoleniu, żeby wiedza zagościła na stałe w moim życiu. Bez tego zostanie jedynie wspomnieniem i krótkim zrywem motywacji.
Wszystko, co istnieje, powstaje trzy razy
Jest jeszcze jedna rzecz, która stała się dla mnie niezwykle ważna: wszystko, co fizycznie istnieje dzisiaj na świecie, powstaje trzy razy.
- Decyzja – postanawiam, że coś robię.
- Plan – planuję działanie.
- Działanie – wykonuję to, co zaplanowałem.
Jeśli chcesz wybudować dom, najpierw zbierasz się z rodziną i podejmujesz decyzję: jaki ma być dom, za ile, gdzie. Potem wkraczają profesjonaliści i robią projekt – planują dokładnie, gdzie co ma być, jakie instalacje, elektryka, woda i tak dalej. Dopiero wtedy fachowcy przystępują do działania. I po czasie dom staje się rzeczywistością.
Podobnie jest z rozwojem osobistym. Jeśli nie ma decyzji, jeśli nie ma planu, a potem konsekwentnego działania, to nie ma rezultatu. A bez rezultatu rozwój osobisty jest tylko nazwą, którą sobie przyklejamy.
Czas dla siebie
W którymś momencie warto zatrzymać się i zadać sobie proste pytanie: czy rozwój osobisty jest w ogóle dla mnie ważny? Jeśli nie, to jak będzie wyglądało moje życie za 10, 20, 30 lat w tym dynamicznie zmieniającym się świecie?
Ja zachęcam do tego, żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie uczciwie. I jeśli odpowiedź brzmi: „tak, to jest ważne”, to kolejnym krokiem jest decyzja, że nie będę traktował rozwoju jako kolekcjonowania wiedzy, tylko jako proces prowadzący do konkretnych zmian.
Relacje
Jednym z momentów przełomowych w moim życiu była inspiracja, która przyszła od mojej żony. To ważne, bo pokazuje mi, że zmiana często zaczyna się w relacjach – od tego, co ktoś bliski potrafi w nas poruszyć jednym zdaniem, jednym komentarzem, jedną myślą.
I czasem to nie jest wielka rozmowa. Czasem to jest impuls, po którym nie da się już wrócić do starego układu. U mnie to właśnie wtedy ruszył proces, który doprowadził mnie do decyzji: zmieniam wszystko.
Zdrowie
Przykład palenia papierosów pokazuje mi jeszcze jedną rzecz: zdrowie jest obszarem, w którym doskonale widać różnicę między wiedzą a identyfikacją. Można latami wiedzieć, rozumieć i akceptować – a jednak nie zmieniać zachowania. I dopiero silny bodziec potrafi przełączyć człowieka na tryb działania.
Dlatego traktuję rozwój osobisty jako proces, który ma prowadzić do realnych zmian – także tych, które dotyczą codziennych wyborów, konsekwencji i nawyków.
Doradca rozwoju osobistego: plan szyty na miarę
Chcę się podzielić jeszcze jednym pomysłem, który stworzyłem. Dwa lata temu powołałem do życia zupełnie nowy zawód: doradca rozwoju osobistego. To osoba, która wspiera ludzi w planowaniu ich rozwoju.
Taki doradca pomaga zaplanować własne finanse, wychodzenie z choroby, a także karierę. Pomaga spojrzeć na rozwój osobisty w perspektywie lat, a nie dni czy tygodni.
Pracuje to w prosty sposób: wysłucha, dowie się o priorytetach, zapyta o marzenia, o to, jak chcę, żeby w przyszłości wyglądało moje życie. A potem stworzy unikalny, uszyty na miarę plan, który pomoże mi przez kolejne lata zdobywać kompetencje. Być może podsunie też konkretne rozwiązania lub szkolenia – zawsze jako element planu prowadzącego do rezultatu, a nie jako „kolejny kurs do kolekcji”.
Zachęcam do skorzystania z takiej konsultacji z profesjonalnym doradcą. Taka rozmowa pomaga podjąć decyzję, czy jest to konieczne, istotne i w jakim stopniu może realnie pomóc w indywidualnym rozwoju.
Zabierz to ze sobą
Jeśli mam zostawić jedną myśl, to tę: rozwój osobisty nie polega na tym, że wiem więcej. Rozwój osobisty polega na tym, że żyję inaczej, bo zmieniam zachowania. Wiedza jest początkiem, ale dopiero decyzja, plan i działanie robią z niej coś, co zmienia życie.

