Każdego roku powstają setki, jeśli nie tysiące książek o rozwoju osobistym. I bardzo łatwo utknąć na tym prostym pytaniu: którą wybrać? Którą przeczytać teraz, żeby naprawdę wniosła coś dobrego do mojego życia?
Ja też to pytanie sobie zadaję. I właśnie dlatego chcę opowiedzieć o trzech książkach, które poznałem w sposób dla mnie niezwykły, a które w moim odczuciu układają się w jedną, logiczną całość. Pierwsza z nich dotyka sensu. Druga pomaga nazwać pięć największych marzeń. Trzecia pokazuje, że życie nie „dzieje się samo” – ono jest czymś, co można zaprojektować.
Nazywam się Fryderyk Karzełek. Codziennie o 5:55 sprawiam, że tysiące ludzi na drodze zmiany nawyków zmienia swoje życie na lepsze. Jedną z rzeczy, które regularnie robię, jest polecanie książek. Tych poleceń uzbierało się już naprawdę dużo. Dzisiaj pokazuję trzy tytuły, które uważam za wyjątkowo spójne, jeśli potraktujesz je jak kolejne kroki.
Jak trafiłem na książkę, o której wcześniej nie słyszałem
Zacznę od początku, bo to dla mnie ważne. W wakacje 2019 roku byłem na mojej osobistej, duchowej wędrówce – pierwszej z Polski do Santiago de Compostela. Pokonałem pieszo ponad 2000 kilometrów. Ta wędrówka trwała 85 dni. Spotkałem mnóstwo ludzi i miałem mnóstwo rozmów, ale jedna z nich wraca do mnie do dziś.
Mniej więcej w połowie drogi spotkałem czwórkę Niemców. Ponieważ dobrze posługuję się językiem, zaprosili mnie na kolację. Piękne miejsce, dobre jedzenie, dobre wino. I w pewnym momencie jeden z nich zaczął opowiadać swoją historię.
Mówił o tym, jak bardzo nie lubił swojego szefa. Mówił, że jest już w okolicach sześćdziesiątki i że nie lubi swojej pracy. Że to go frustruje i stresuje. A potem powiedział coś, co mnie zatrzymało: trafił na książkę, która wszystko zmieniła. Tak bardzo, że poszedł do szefa, złożył wypowiedzenie, wziął dłuższy urlop i postanowił pójść pieszo do Santiago de Compostela.
Z ciekawością zapytałem: „Dobra, jaka to książka?”. Odpowiedział: „Kawiarnia na końcu świata”.
Byłem zaskoczony. Rynek wydawniczy rozwoju osobistego znam naprawdę dobrze, a tej książki nie kojarzyłem. Tym bardziej, że to tytuł z 2007 roku. Poprosiłem, żeby powiedział o niej dwa słowa, ale rozmowa zeszła na inny temat.
Następnego dnia podzieliłem się w Klubie 555 tym, że jest taka książka. Problem był jeden: nie było jej wtedy na rynku w formie e-booka, więc nie mogłem jej po prostu pobrać i przeczytać od razu. Myślałem, że zajrzę do niej dopiero po powrocie do domu.
I wtedy odezwała się klubowiczka, która mieszka w Kassel. Powiedziała, że tę książkę ma. I zaproponowała coś, co do dziś wspominam z wielką wdzięcznością: będziemy czytać codziennie po jednym rozdziale, a ona będzie mi je przesyłać przez internet. Dzięki temu po kilku dniach byłem już w środku tej historii, a po kilkunastu znałem ją naprawdę dobrze.
„Kawiarnia na końcu świata” – trzy pytania, które trafiają w sedno
Krótka forma, głęboki temat
Książka nazywa się „Kawiarnia na końcu świata. Opowieść o sensie życia”. Autorem jest John Strelecky. To książka krótka – zaledwie około 130 stron, do tego druk jest mocno powiększony. Realnie można ją przeczytać w dwie, może trzy godziny.
I teraz ważne: dla osób, które uwielbiają, gdy wszystko jest skomplikowane, szczegółowe i bardzo precyzyjne, ta książka może się na pierwszy rzut oka wydać banalna. Bo ona nie jest skomplikowana. Ona jest prosta. Ale jednocześnie – w przekazie wcale nie jest banalna.
Dlatego zachęcam, żeby podejść do niej bez oceniania po okładce, po tytule. Po prostu ją przeczytać.
Historia, która prowadzi do trzech pytań
To opowieść o człowieku, który gdzieś się zagubił na autostradzie. Przez korek pojechał w zupełnie innym kierunku i odnalazł kawiarnię – miejsce dziwne, z dziwnymi ludźmi, którzy reprezentują dziwne poglądy. Najważniejsze jest jednak to, co znajduje w menu.
W menu są trzy pytania:
- Dlaczego tu jesteś?
- Czy boisz się śmierci?
- Czy prowadzisz spełnione życie?
Pytanie pierwsze, które nie dotyczy kawiarni
Nie chcę opowiadać za dużo, bo wierzę, że pewne rzeczy powinny wybrzmieć w tobie w trakcie czytania. Powiem tylko tyle: w pewnym momencie zostajesz z pytaniem „dlaczego tu jesteś?” i zaczynasz rozumieć, że ono nie dotyczy tej kawiarni. Nie dotyczy miejsca, w którym mieszkasz. Nie dotyczy domu ani pokoju, w którym żyjesz.
Odpowiedź na to pytanie dotyczy sensu istnienia. Dlaczego jesteś tutaj – na ziemi.
I to jest dla mnie najbardziej niebanalny fragment tej książki. Ona nie zawiera wielu różnych przesłań. Ona nie próbuje cię zasypać wiedzą. Ale to, co robi z tym pytaniem, potrafi mocno poruszyć. Właśnie dlatego uważam, że warto poświęcić te dwie-trzy godziny i po prostu ją przeczytać.
Najważniejsze wnioski
- Prosta forma nie oznacza prostego wpływu – ta książka działa pytaniami.
- „Dlaczego tu jesteś?” prowadzi wprost do tematu sensu istnienia, a nie do miejsca czy okoliczności.
- To lektura krótka, ale potrafi dotknąć bardzo głęboko.
„Wielka piątka” – marzenia, dzień wart katalogowania i pytanie na peronie
Druga książka jest tego samego autora. Jest tylko w niewielkim stopniu powiązana z pierwszą, ale kiedy czytam ją po „Kawiarni…”, to widzę między nimi wyraźne połączenie.
Tytuł brzmi „Wielka piątka”. Znowu – tytuł może brzmieć dziwnie, ale to, co za nim stoi, jest bardzo konkretne.
Przywódca, którego firma działa inaczej
Ta książka opowiada historię człowieka, który jest wyjątkowym liderem. Jego firma rozwija się cudownie, a sposób prowadzenia jest zupełnie inny niż u większości liderów. Jednocześnie ma 55 lat i staje przed faktem, że zostało mu raptem kilka tygodni czy miesięcy życia.
To jednak nie jest sedno tej opowieści. To jest tło, które sprawia, że pytania o sens, o wybory i o czas nabierają ostrości.
„Czy ten dzień będzie wart katalogowania?”
Już na samym początku bohater spotyka na peronie swojego przyszłego szefa. Stoi tam zestresowany człowiek, który spieszy się do pracy, której nie lubi. I wtedy pada pytanie, które zostaje w głowie:
Czy ten dzisiejszy dzień będzie wart katalogowania?
Kiedy to przeczytałem, miałem w sobie opór. „Dzień wart katalogowania?” – brzmiało dziwnie. Ale po chwili pojawia się myśl, która ustawia perspektywę: statystyczny człowiek przeżywa – o ile pamiętam – 28 700 dni.
Czy to dużo? Czy mało? Kiedy masz za sobą 5000 dni, 7000, 10 000 – wydaje się, że czasu jest bardzo dużo. Ale z czasem tych przysłowiowych cukierków w torebce ubywa. I wtedy zaczynasz rozumieć, że warto zadbać, żeby dzień nie był tylko kolejną zupką 24 godzin.
Ta książka namawia do tego, żeby w każdym dniu wydarzyło się coś, co sprawi, że staniesz się odrobinę lepszy, mądrzejszy, bardziej dojrzały. Żeby dzień zasługiwał na to, by go „zachować” – jak eksponat w muzeum, jak coś, co ma wartość.
Wielka piątka to nie zwierzęta. To twoje pięć marzeń
„Wielka piątka” nie dotyczy pięciu zwierząt z safari. Tutaj chodzi o coś innego: to twoje pięć największych marzeń, które chcesz spełnić, zanim odejdziesz z tego świata.
Ta idea mocno ze mną została. I powiem wprost: będę do tego namawiał długo – żeby każdy człowiek wyznaczył swoje pięć największych celów, największych marzeń, i zrobił wszystko, żeby się spełniły.
Dlaczego warto mówić o marzeniach na głos
Autor namawia też do tego, żeby tymi marzeniami dzielić się z innymi. W tej historii bohater ma swoją „wielką piątkę” wypisaną na wizytówce. I kiedy rozdaje wizytówkę, może wydarzyć się coś prostego, ale przełomowego: ktoś to przeczyta i powie: „Hej, akurat ja mogę ci pomóc w spełnieniu tego konkretnego marzenia”.
Dla mnie to jest ważny element – bo marzenia zapisane tylko w głowie często umykają. A marzenia wypowiedziane, zapisane, pokazane światu potrafią zacząć żyć.
Najważniejsze wnioski
- Pytanie „czy ten dzień będzie wart katalogowania?” ustawia codzienność w innej perspektywie.
- „Wielka piątka” to pięć najważniejszych marzeń do spełnienia w życiu.
- Dzielenie się marzeniami zwiększa szansę, że pojawią się ludzie, którzy pomogą je zrealizować.
„Dobrze zaprojektowane życie” – kiedy sens i marzenia zamieniają się w plan
Kiedy połączysz w całość sens istnienia z „Kawiarni…” oraz „Wielką piątkę” i ideę dnia wartego katalogowania, zostaje jedno pytanie: co dalej? Co zrobić, żeby to nie było tylko piękne przemyślenie, ale realny kierunek życia?
Właśnie w tym miejscu pojawia się trzecia książka, która dla mnie domyka tę sekwencję.
Książka, która przyszła do mnie „sama”
Ta książka trafiła do mnie inaczej niż większość pozycji w mojej bibliotece. Zazwyczaj jest tak, że spędzam sporo czasu w internecie, przeglądam mnóstwo tytułów, przekładam jedne na drugie. A tutaj było inaczej. Ta książka po prostu do mnie przyszła. I ja tego nie traktuję jak przypadek.
Nosi tytuł „Dobrze zaprojektowane życie” i ukazała się nakładem Wydawnictwa Galaktyka. Autorzy to Bill Burnett i Dave Evans – innowatorzy z Doliny Krzemowej i nauczyciele projektowania z Uniwersytetu Stanforda. W książce pada też mocna obietnica: to metoda nauczana na Stanfordzie.
Życie się projektuje, a nie „czeka”, aż się ułoży
Ich przekaz jest jasny: żeby cokolwiek wydarzyło się w naszym życiu, trzeba to zaprojektować. Bardzo mi to rezonuje, bo od lat mówię o tym, że wszystko powstaje na drodze trzech kroków: najpierw podejmujemy decyzję, potem robimy plan – projekt – i wreszcie przystępujemy do działania.
W tej książce pada zdanie, które warto zatrzymać:
Prawdziwe szczęście możesz osiągnąć jedynie projektując życie właściwe dla siebie.
I to jest klucz: właściwe dla siebie, unikalne, indywidualne. Nie skopiowane, nie wymarzone przez kogoś innego. Moje.
Warunek projektowania: sens i wielka piątka
Ja widzę tu warunek, bez którego trudno iść dalej: żeby dobrze zaprojektować życie, trzeba najpierw poznać swój sens istnienia i swoją wielką piątkę. Kiedy rozumiesz, po co jesteś, i wiesz, jakie pięć marzeń jest dla ciebie najważniejszych, wtedy dopiero projektowanie nabiera sensu.
W tej książce jest też mnóstwo ćwiczeń i spostrzeżeń, które mają pomóc w praktyce, a nie tylko w teorii.
O pasji: efekt, nie przyczyna
Jest jeden fragment, który mocno mnie poruszył. Wielokrotnie mówiłem o tym, żeby znaleźć swoją pasję i dopiero wtedy zacząć to robić. A tutaj autorzy piszą, że wiele osób żyje w fałszywym przekonaniu, że najważniejsze jest znaleźć swoją pasję.
Przyznam: zagotowało mi się w żyłach. Pomyślałem: „No jak? Przecież mówię o tym od lat”. Ale… muszę się z nimi zgodzić. Oni opisują coś, co widzę u ludzi bardzo często: czekanie na pasję staje się wymówką.
„Nie projektuję mojego życia, bo jeszcze nie znalazłem mojej pasji”.
Autorzy mówią inaczej: trzeba wyjść naprzeciw pasji. Zacząć robić pewne rzeczy. I podkreślają, że większość zainteresowań odnajdujemy po próbowaniu nowych rzeczy i po uświadomieniu sobie, że nam się podobają oraz że jesteśmy w nich dobrzy. Ale zanim spróbujemy, nie wiemy.
I pada zdanie, które warto sobie zapisać:
Pasja to efekt dobrze zaprojektowanego życia, nie zaś jego przyczyna.
Koło się domyka: życie, które ma sens
W tej logice wracamy do początku. Pada tam również myśl, że:
Dobrze zaprojektowane życie to takie, które ma sens.
Znów sens. Znów pytanie „dlaczego tu jestem?”. A potem pasja, jako wynik dobrze zaprojektowanego życia. Pasja, która prowadzi do tego, żeby zrealizować swoją wielką piątkę. I wreszcie praca nad tym, żeby może nie każdy, ale przynajmniej 90% twoich dni od tego momentu było wartych katalogowania.
Najważniejsze wnioski
- Życie, które ma się wydarzyć, trzeba zaprojektować.
- Projektowanie ma sens dopiero wtedy, gdy znam swój sens istnienia i swoją wielką piątkę.
- Pasja nie jest punktem startu – pasja jest efektem dobrze zaprojektowanego życia.
Jak te trzy książki układają mi się w jedną drogę
Dla mnie te trzy tytuły tworzą prostą sekwencję:
- Najpierw sens – pytanie „dlaczego tu jestem?” i zatrzymanie się przy tym, co naprawdę ważne.
- Potem wielka piątka – pięć marzeń, które chcę spełnić, i myśl o dniu wartym katalogowania.
- Na końcu projekt – przełożenie sensu i marzeń na konkretny sposób życia, krok po kroku, po mojemu.
Jeżeli weźmiesz te książki dokładnie w takiej kolejności, masz szansę nie tylko coś zrozumieć, ale też coś realnie zmienić: odnaleźć sens, nazwać marzenia, a potem zbudować życie, które nie jest przypadkiem, tylko świadomym wyborem.
Odnajdź swój sens istnienia. Wypracuj swoją wielką piątkę. Zaprojektuj swoje życie. A pasja – jeśli podejdziesz do tego uczciwie i w działaniu – stanie się efektem tej drogi.

